O fotografowaniu ludzi, głównie w miejscach publicznych, kiedy nie ma możliwości, czasu zapytać ich o zgodę. A nawet samo pytanie o zgodę na tyle zaburza fotografowaną sytuację, że w należy je od razu wykluczyć.
Można oczywiście używać takich aparatów i w ten sposób, aby nikt nie zdał sobie sprawy, że jakiś fotograf pracuje w pobliżu. Ale tym razem nie o tym chciałbym pisać. Chciałbym opisać moje wrażenia z pracy nad zestawem Samotność w MPK.
Zdjęcia z tego zestawu zostały zrobione lustrzanką cyfrową, dużym aparatem, którym wykonuje się zdjęcia przykładając go do oka. Ludzie wokół mnie nie mogli go nie zauważyć. Zdjęcia robiłem więc jawnie i otwarcie.
Przy tego rodzaju fotografowaniu dobrze jest zyskać pewną akceptację fotografa przez ludzi. Oczywiście można robić zdjęcia bez zwracania uwagi na reakcje, dopóki ktoś z tłumu nie zacznie nam zagrażać. Ale nie jest to uczciwe i nie buduje zaufania do fotoreportera. W moim przekonaniu fotoreporter robi zdjęcia tym, którzy to akceptują lub w taki sposób, żeby nie narażać innych na straty.
Stosunek fotografa do otoczenia da się wyczuć. Trzeba tylko zrobić ten pierwszy krok – zupełnie otwarcie wyciągnąć aparat z torby i przyłożyć go do oka. W ułamku sekundy staje się jasne, kto będzie tolerował obiektyw, a kto nie. Tym, którzy sobie nie życzą, nie robię zdjęć.
A jednak są w tym również elementy „podchodów”, „polowania”, pewnej gry, czy choćby przekonywania. Sądzę, że fotograf całą swoją postawą daje sygnały tego, czy pozytywnie traktuje swoich „modeli”. Oni to czują i albo okazują zaufanie albo nie. Wykorzystuje się też efekt zaskoczenia, ale zawsze trzeba dać rodzaj pewności, że fotografowani są potraktowani godnie.
Powyższe zdjęcie zostało zrobione około sekundy po tym, jak kierowca autobusu powiedział do mnie „proszę pana!”. Wiedziałem, że chce zaprotestować, ale ja byłem już złożony do strzału. Podszedłem zresztą całkiem otwarcie pod autobus i spokojnie przyłożyłem się do kadru. Po pstryknięciu spokojnie zapytałem kierowcę „słucham?”. „Nie życzę sobie, żeby pan robił zdjęcie mojego autobusu”. „Rozumiem, oczywiście”. I odszedłem. Ale zdjęcie już miałem zrobione. Publikuję je dlatego, że na nim… prawie w ogóle nie ma autobusu! Jest odbicie w szybie i fragment dworca.
Z premedytacją zrobiłem to zdjęcie ponieważ dzień wcześniej miałem inną sytuację, w której niestety zrezygnowałem. W autobusie kontroler biletów podawał komuś mandat. Już miałem aparat przy oku, kiedy on powiedział „czy może pan nie robić zdjęć?”. Nie pstryknąłem, odpowiedziałem mu: „oczywiście”, i to był niestety koniec. Gdybym jednak zrobił zdjęcie (na którym nie było by twarzy, żadnych szczegółów rozpoznawczych i nikomu by nie zaszkodziło), to miałbym fajną sytuację. A tak – nie mam.
