(Nie)Prawdopodobieństwo.

Domowe szaleństwo. Ta noga z prawej strony zdjęcia należy najprawdopodobniej do Beniamina. To nie jest pewne, bo trudno prześledzić, co działo się tamtego dnia, a w domu mogły być obecne np. kuzynki. Oprócz daty, którą automatycznie zapisuje aparat, nie wiadomo, kto fotografował. Najprawdopodobniej (to słowo będzie się tu jeszcze powtarzać) zdjęcie zrobiła babcia. Lecz mogła to być każda osoba w domu, gdyż ten efekt powstał najprawdopodobniej przez przypadek, wskutek wyłączenia w aparacie trybu fotografowania z lampą. Najprawdopodobniej osoba fotografująca dostrzegła ów problem i próbowała mimo wszystko uzyskać coś na zdjęciu. Jest mało prawdopodobne, by tak ustawionym aparatem i w takich warunkach dało się pokazać wiele ale to, że widać oczy Sary – to już naprawdę sporo.

Pojęcie prawdopodobieństwa, jak również przez analogię – pojęcie nieprawdopodobieństwa, kiedyś w fotografii było obecne w dużo większym natężeniu, niż to ma miejsce dzisiaj. Dążymy do tego, aby wyeliminować przypadkowość, by rzeczywistość stała się przewidywalna. Począwszy od prognozy pogody, skończywszy na szacowaniu zysków w następnej pięciolatce. Dotyczy to również fotografii – chcemy otrzymywać dokładnie to, co chcemy. Lecz uporządkowanie świata i eliminacja przypadkowości odbija się negatywnie na kreacji. Im bardziej planuje się stworzenie tego czegoś nowego, tym mniej to coś okazuje się rzeczywiście nowe.

Nastrój dworca

Wracając autobusem po pracy do domu (kilkadziesiąt kilometrów), a jeszcze idąc na dworzec – jakaś siła pchała mnie do aparatu. Fantastyczne, kiedy można fotografować kompletnie co się chce i jak się chce – bez żadnego narzuconego szablonu, wymagań, oczekiwań. Radosna twórczość! „Cóż w tym szczególnego” – ktoś powie. I właśnie o to chodzi – że nic. Wreszcie chodzi o to, żeby zrobić coś „nic szczególnego”. Nawet nie próbując wyzwalać się z własnych schematów, nie odkrywać niczego, nie próbować „wyłączać myślenia”, ani go „włączać”.

To, co mnie pociąga, to szczególny nastrój związany z podróżowaniem busem, szczególnie zimą. Swiat zupełnie inny niż ten w MPK, nie porównując już zupełnie np. do samochodu. Nastrój krakowskiego „Regionalnego Dworca Autobusowego”, jego dolnej, ponurej platformy, gdzie czuć się można jak pod betonową zaporą wodną, tworzą nie tylko obrazy, ale i odgłos parkujących pojazdów odbijający się echem od ścian. Ludzie, tkwiący w autobusie, w półmroku. Samotni – jakby zmartwiali. W towarzystwie – rozgadani.

Nie wiem, czy do czegoś użyję tych zdjęć. Może kiedyś do zestawu Samotność w tłumie.

Kraków, do dworca

plan

plan

RDA, betonowa pustynia

wylotowa z miasta

Śnieg!!

śnieg!!

telefon komórkowy

do wyjścia

Bez twarzy

Galeria Krakowska leży na moim trakcie, zmierzając do dworca. Przystrojona równie świątecznie jak anonimowo. Idealnie stożkowe choinki przybrane idealnie symetrycznie, jak komputerowo – są transparentne, jakby ich tam w ogóle nie było. Galeria Krakowska jest dla mnie miejscem obcym, „bez twarzy”.

Świąteczna Galeria Krakowska

Świąteczna Galeria Krakowska