Najtrudniej – codzienność

Jak sfotografować ludzi kłębiących się do autobusu, który właśnie podjechał na stanowisko? Nie chodzi o zdjęcie ludzi po prostu, chodzi o to, jak oddać obrazem mentalność, która każe ludziom przepychać się, walczyć o miejsce w sytuacji, gdy… miejsc starczy dla wszystkich.

Tak, to zadziwiające :-) a jednak się zdarza i to nie tak rzadko w naszej rzeczywistości. Jakieś przekonanie, że bez walki niczego się nie dostanie…? Czy już nawyk? Tę samą mentalność widać np. na stacjach benzynowych, gdzie kolejka składa się tylko z dwóch osób, ale ktoś trzeci i tak próbuje ją ominąć. Podobna mentalność sprawia, że środkiem zatłoczonego chodnika idzie elegancka kobieta, idzie w taki sposób, jakby była na nim sama – jakby matki z dziećmi, starsi o laskach oraz ludzie z ciężkimi bagażami mieli jej ustępować drogi.

Mentalność, w której kierowcy zajmują jednym samochodem dwa miejsca do parkowania.

Słyszałem, że najtrudniej fotografować codzienność :-)

Człowiek w reklamie

Twarz ludzka przedstawia sobą jeden z najbardziej ekspresyjnych widoków. Jeśli w kadrze znajdzie się twarz ludzka, to przeważnie nadaje wyraz całemu zdjęciu.

Weźmy przykład dość „drastyczny” – reklamę gabinetu stomatologicznego. Jak pokazać zachęcająco gabinet stomatologiczny? Wybrałem parę stron, rzućcie okiem na zdjęcia na nich umieszczone.

Przykład 1 – chodzi o małe zdjęcia rozmieszczone w poziomie

Przykład 2 – zdjęcia podczas zabiegu

Przykład 3 – zdjęcia stomatologów pracujących w poradni

Przykład 4 – pięć zdjęć umieszczonych w pionie

Ad1 – dobrze zrobione zdjęcia pod względem oświetlenia, jakości fotografii. Dość czyste plany, choć na niektórych można by lepiej poukładać drobniejsze elementy. Patrząc jednak na te zdjęcia trudno oprzeć się wrażeniu, że przedstawiają narzędzia tortur, przygotowane do egzekucji. Brak ludzi tylko pogłębia to wrażenie.

Ad2 -  zdjęcia zrealizowane podczas zabiegu, na pierwszy rzut oka, wydawać się mogą jako najlepsza reklama… Personel skupiony, sprzęt nowoczesny… A jednak – przedstawiają one moment, którego nikt z nas nie chciałby uwieczniać. Czyli siebie na fotelu dentystycznym, w sytuacji dość nieestetycznej. Zdjęcia przypominają relację z „momentu egzekucji”.

Ad3 – umieszczenie zdjęć lekarzy mogło być ogromnym plusem pod warunkiem odpowiedniej ich realizacji. Tej akurat bardzo tu zabrakło… Gdybym miał już iść w Lublinie do tej poradni, to prosiłbym o wizytę u trzeciej pani od dołu :-)

Ad4 – popatrzcie na drugie zdjęcie. Jest trochę dziwne jak na sytuację reklamy, ale ma coś w sobie – pozytywny nastrój wnętrza, ciepłe kolory, jakiś obraz na ścianie. W kompozycji znalazł się człowiek, naturalnie zajęty pracą.

Popatrzcie też na ostatnie, piąte zdjęcie. Sytuacja, w której widz, czyli ja, wchodzę do gabinetu i napotykam wzrok szczerze uśmiechniętego lekarza, który choć zajęty pracą, to zwrócił uwagę na pacjenta. Pusty fotel, bez „nieszczęśnika”, ale mam ochotę na nim usiąść, bo jestem przekonany, że tu wszystko pójdzie jak najlepiej. Sytuacja w 100% naturalna. Wobec tego zdjęcia nawet fotografia z lewej szpalty przegrywa, ponieważ czuć w nim sztuczność i banał sesji zdjęciowej.

17 najlepszych zdjęć wg Newsweeka

W pierwszym numerze z tego roku na stronie nr 53 Newsweeka redaktor naczelny Marcin Mastelarz poleca: „Spośród milionów zdjęć opublikowanych w mijającym roku przez największe światowe agencje i najbardziej znanych fotografów wybraliśmy siedemnaście. Naszym zdaniem najciekawszych”.

Należą się słowa uznania za ogrom wykonanej pracy. Dla porównania – na konkurs World Press Photo zostało nadesłanych „zaledwie” 95 tysięcy zdjęć wykonanych przez 5 tysięcy fotografów. Z tego nikłego zestawu jury złożone z kilkunastu fotografów i obradujące przez dwa tygodnie, wybrało nie kilkanaście, lecz kilkadziesiąt zdjęć.

Nie sądzę, że ktoś choćby średnio zorientowany w fotoreportażu podjął się dyskusji na temat samego wyboru zdjęć. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na ich szokujące wręcz zestawienie – o ile oczywiście zatrzymać się i zastanowić przez chwilę nad sensem, meritum, które przedstawiają.

Strona 54 – ogromnie mocne, dramatyczne zdjęcie ojca z dzieckiem, który wybrał obóz dla uchodźców po to, aby nie zginąć. Tytuł zdjęcia: Obóz albo śmierć. Tuż obok, po drugiej stronie – zdjęcie poborowego do ukraińskiej armii, stojącego nago przed dwiema kobietami z komisji. To groteska rzeczywistości. Natomiast na górze – roześmiani żołnierze rosyjskiej armii oczekujący na odegranie inscenizacji defilady z 1941 roku. Czyli – teatr. Zasadniczy akcent tego zdjęcia to gra kompozycją, perspektywą, formami graficznymi. Zastanawiające jest zestawienie ludzkiego dramatu z groteską oraz teatralną inscenizacją.

Strona 57. Na górze – znów ludzka tragedia – ludzie uciekający w popłochu przed atakiem bombowym, smugi pocisków przeszywają niebo, rozpaczliwe pozy uciekających. Na dole – na pierwszy rzut oka – również dramatyczna scena – człowiek płynący ulicą w czerwonej cieczy. A jednak – ciecz okazuje się sokiem pomidorowym, a cała scena – doroczną zabawą w święto pomidora. Mam przeczucie, że o doborze tego zestawienia zdecydowało podobieństwo „obrazkowe”. Dwa zdjęcia stały się dobrze pasującymi wizualnie obrazkami, z pominięciem treści, które przedstawiają. Tymczasem ta treść tam istnieje, i gdzieś, zapewne w podświadomości widza, ulega spłaszczeniu, nawet zaprzeczeniu – nalot nie jest taki straszny, to taka zabawa podobna do tarzania się w sosie pomidorowym.

Oczywiście, że sposób publikacji prasowej nie może wykluczyć bliskich zestawień zupełnie przeciwstawnych uczuć, treści. Jednak redakcja ma duży wpływ na sposób prezentacji. Pytanie, jak stara się te możliwości wykorzystać.

Już skrótowo – str. 60 – święte pisuary nad Gangesem, duże zdjęcie znów posiadające pewien ładunek groteski. Po nim – małe zdjęcie przestraszonego kilkulatka, którego koledzy straszą zabawkowymi karabinami. Widać tylko cienie karabinów. Zdjęcie – dla mnie przerażające, o przerażeniu trudnym do wypowiedzenia, wykraczające swoim znaczeniem daleko poza przedstawiony obraz. A jednak znalazło się na przełomie stron, w malutkim formacie, przytłoczone od góry „świętymi pisuarami”.

Nie mogło zabraknąć zdjęcia z pogrzebu króla popu. Jest malutkie, obcięte i niczym się nie wyróżniające – poza tym, że są na nim bliscy Michaela. Do wielkich wydarzeń zaliczono wykarmienie przez maciorę dwóch tygrysiątek, oraz fakt, że „11 maja Zacharyd Boyd [żołnierz amerykański, misja w Afganistanie], którego alarm obudził w środku nocy, postanowił zaszokować talibów i ruszył do boju bez spodni, tylko w klapkach i bokserkach z napisami I love NY”.

Tak, z wyborem zdjęć trudno polemizować. Dobrze jednak jest pamiętać, że każdy zestaw fotografii mówi nie tylko o tematach przez nie poruszanych, ale chyba przede wszystkim o sposobie patrzenia, światopoglądzie i wrażliwości tego, kto dokonuje tego wyboru. W przypadku redakcji Newsweeka – bardziej interesujące wydaje mi się to drugie. ;-)