Co się u mnie dzieje

Niedawno miałem tydzień, w czasie którego nie wziąłem aparatu do ręki. Ale zdjęcia widziałem, oczywiście, tyle tylko, że archiwalne. Przeglądam archiwum, opisuję, kopiuję, kataloguję. Ostatecznie żegnam się z nagrywaniem płyt DVD, wszystko będzie na dysku twardym.

Dzięki temu dostrzegam też, jak zmienił się świat. Takiego woźnicy ja ten nie spotka się już na Rynku w Krakowie.

Woźnica na Rynku w Krakowie, styczeń 2005

Nieuniknione pojawiają się refleksje nad moim fotografowaniem. O tym, że kiedyś było bardziej spontaniczne i beztroskie, bez takiej kalkulacji jak dziś: do czego mi się to przyda, czego to będzie częścią, czy warto… Że zdjęcia robiłem często ciekawe, ale jeszcze częściej – nie wiedziałem o tym, nie wiedziałem dlaczego. Jednocześnie z odkrywaniem świata i samego siebie jakby znikała aura tajemniczości, która podnieca i porywa do chwytania za aparat.

Teraz piszę na blogu dlatego, że po uaktualnieniu systemu komputera program, w którym zamknięte są te moje fotografie, przestał działać. Aktualizuję więc dalej – system, program i co jeszcze trzeba. Na ekranie komunikat – przechodząc z wersji 3.2.1 do wersji 3.2.2 mam być świadomy, że drogi powrotnej nie ma. Starsza wersja programu nie odczyta uaktualnionej bazy danych zdjęć. Nie mam wyboru – muszą brnąć naprzód. Dokąd? Brnąć opanowując jednocześnie niepokój: jak bardzo jestem uzależniony od tego serwera wielkiej firmy, który jest nie wiadomo gdzie, a bez którego mógłbym wszystko od razu wrzucić do kosza i wyjść z domu – na pierwszy wolny spacer od kilku lat.

Fotoreportaż – dworzec w Krakowie

Jadąc dziś busem do pracy, stałem na wysokości trzeciego rzędu. Przede mną naliczyłem dziesięć stojących osób, ten najbliżej kierowcy – wisiał nad nim i miałem wrażenie, że we dwóch prowadzą pojazd. Ale pomyliłem się w obliczeniach, bo na którymś przystanku wysiadła matka z dwoma małymi chłopcami, których zupełnie nie widziałem.

Wziąłem wreszcie aparat i zacząłem robić zdjęcia w busie. Nikt nie miał nic przeciwko, ludzie tylko dyskretnie odwracali głowy, co akurat było mi na rękę. Wysiadłszy na RDA w Krakowie nie przestałem fotografować…

Reportaż można zobaczyć tutaj.

Jeden kadr z reportażu - dylatacja czasu spowodowana efektem relatywistycznym podróży (zgodnie z teorią A. Einsteina).

Atuty zdjęcia

Na początku wakacji byłem na warsztatach fotograficznych Zatonie 2011. W tytułowej miejscowości, prawie że odciętej od świata (by wysłać smsa należało przejść się nad jezioro), warunki do skupienia się nad fotografią były wyśmienite.

Polecam notatki z jednego z referatów pt. Atuty zdjęcia. Zawierają one przykłady zdjęć, wzięte z prac uczestników, wraz z krótkim komentarzem.

Zamek, fot. Piotr Litkowicz

Portret gościa

Daniela jest naszym gościem w domu od kilku dni. Jej twarz oraz uczucia, które na niej się pojawiały, nie przechodziły obok mnie obojętnie. A jednak te dwa zamieszczone poniżej zdjęcia nie odzwierciedlają tego, co widziałem. Bo to jest rodzaj sytuacji, w której aparat nie jest pożądanym narzędziem w układaniu kontaktu. Zastosowany wobec kogoś, kto jest u nas po raz pierwszy, i jest bardzo emocjonalną osobą, jest czymś topornym, jak zimny metal rozdzielający dwie żyjące tkanki. Dlatego te zdjęcia pretendują raczej do portretu pozowanego, w którym więcej jest pozy, choć nieco i trochę osobowości pozostało.

Daniela 1

Patrząc na te zdjęcia pomyślałem, że właśnie teraz widać, że fotografując nie trzeba się spodziewać odzwierciedlenia rzeczywistości. Wręcz trzeba się pogodzić i świadomie dążyć do tego, by zdjęcie żyło swoim, oddzielnym życiem. Czy Daniela tak wyglada, taka jest, jak próbują sugerować to te zdjęcia? Nie.

Daniela 2

Wolę to pierwsze, jest nieco mniej szablonowe, zawiera więcej jej osoby. Drugie to typowe, często powtarzane ustawienie. Zdjęcie zrobione obiektywem 50mm, twarz ustawiona na wprost okna, bez flesza. W komputerze – zamiana na czarno-białe metodą mieszania kolorów RGB, rozjaśnienie za pomocą krzywych oraz zwiększenie kontrastu przez highlights & shadows. No i pamiętam, że brwi oraz usta, zdaje się, przyciemniłem narzędziem burn, a oczy nieco rozjaśniłem przez dodge.

Montaż

Konwalia

Ten obrazek powstał na zamówienie. Chodziło o zestawienie konwalii z czymś, co pokaże jej delikatność, bezbronność. To zdjęcie powstało z połączenia kilku zdjęć, które załączam poniżej.

Oset

To zdjęcie zostało zrobione pod światło, w ten sposób zwyraźniały listki i inne szczegóły ostu. Aby to uzyskać trzeba było prześwietlić kadr, niebo zostało całkiem białe.

liść

Liść został wycięty z jednego ze zdjęć konwalii.

konwalia

Z tego zdjęcia została wycięta konwalia.

niebo

Niebo – zostało wzięte z prostego zdjęcia chmur, w trakcie obróbki – rozmazane (blur) i dopasowane tak, aby uzupełniało prześwietloną część zdjęcia z ostem.

Składając te zdjęcia razem, dopasowując je do siebie, łącznie z ich jasnością i kontrastem, otrzymałem zdjęcie wynikowe.

Arka

To zdjęcia z sesji poświęconej stworzeniu materiału na ilustrację biblijnej historii o Noem.

Noe 1

Noe 2

Noe 3

Zdjęcia całkiem świeże, wybrane szybko z większej liczby, przetworzone wstępnie, szkicowo. W pamięci pozostało wspomnienie zabawy na plaży…

Błędy leniwych fotografów

Scott Bourne, fotograf, prowadzi jeden z najbardziej znanych blogów  (według Expert Photography). W jednym ze swoich wpisów wymienił częste błędy fotografów „leniwych”. Przytaczam tutaj dwa z nich, które dobrze rozumiem, bo się z nimi spotkałem (choćby na własnej skórze):

  1. Spędzają więcej czasu na marzeniach, rozmowach, czytaniu i dyskusjach o fotografii, niż na samym fotografowaniu. To proste – siedzieć na kanapie lub przy komputerze. Dalej, do dzieła – chwyć za aparat i fotografuj!
    Tak, pamiętam godziny wysiedziane na forach fotograficznych. To był mój etap, który przeszedłem i zamknąłem. Sporo nauczyłem obróbki zdjęć się na amerykańskich forach, na których możliwe było poprawianie zdjęć innych i zamieszczanie ich jako workshops, które były oceniane przez innych. To stymulowało próby i zmaganie się z photoshopem. Polskie fora wspominam bardziej jako lekcję znalezienia się w grupie fotografów, niż jako naukę fotografii.
  2. Nie oglądają i nie analizują prac najlepszych fotografów. O fotografii nauczysz się więcej oglądając najlepsze zdjęcia niż uczestnicząc w większości warsztatów i kursów fotograficznych. Kształcenie sposobu patrzenia wymaga pracy, cierpliwości i poświęcenia. Tego nie można osiągnąć będąc leniwym. Obiecaj sobie, że przeanalizujesz przynajmniej 100 zdjęć każdego tygodnia.
    Najprawdziwsze słowa, chciałoby się rzec. Nadzieja, że po wydaniu setek lub tysięcy złotych na kurs fotograficzny zostanie się dobrym fotografem, jest złudna. W każdym przypadku pracę trzeba wykonać samemu, i można wykonać dużą jej część nie płacąc nic albo prawie nic – wystarczy dostęp do Internetu, odwiedzanie wystaw, śledzenie spotkań z fotografami przy najróżniejszych okazjach, z których wiele jest zupełnie za darmo.

Człowiek w relacji z miejscem

Zdjęcie jest efektem szkiców tworzonych pod kątem ujęcia tego niecodziennego miejsca w relacji z człowiekiem. Kaplica św. Kingi jest chyba najbardziej efektownym miejscem trasy turystycznej Kopali Soli „Wieliczka”. Zdjęcia tej komory przedstawiają ogromne solne żyrandole i wielką przestrzeń. Jednak istnieje również osobiste przeżycie, fascynacja, która gościom każe zatrzymać się choć na chwilę.

Odkrywanie

Pamiętam, że dziewczynka stała tam przez dłuższą chwilę, a ja nie mogłem się zdecydować. Nie miałem przy sobie statywu ani możliwości korekty padającego światła, gdyż byłem przygotowany tylko na szkice aparatem. Jednak zdjęcie powstało, a jego wymowa sprawiła, że znalazło swoje miejsce w kontekście wystawy. Dlatego zachęcam ciągle – jeśli widzisz coś, co chcesz sfotografować, a może nie wiesz dlaczego chcesz, może Cię ten obraz do końca nie przekonuje, może nie jesteś przygotowany technicznie. A jednak zrób zdjęcie.

Zdjęcie stało się częścią wystawy Ukryty wymiar, jaką Kopalnia Soli „Wieliczka” prezentuje obecnie w Brukseli na Place de l’ Albertine w dniach od 25 maja do 12 czerwca 2011. Fotografia zamyka część zatytułowaną Wielkie Odkrywanie, która jest poświęcona indywidualnym doznaniom każdego z miliona turystów, jacy rocznie odwiedzają kopalnię.