Tak ma być, nie inaczej

Wspominam czasami słowa jednego z moich nauczycieli fotografii, że stworzona fotografia, która jest dziełem, odciskiem autora, ma tylko jedną wersję. Ma być dokładnie taka, jaka powinna być – jak ją czuje autor. Być może ktoś inny powiedziałby – należy z tej lub innej strony przyciąć, należało przesunąć się w lewo lub w prawo, podejść bliżej albo odejść… i tak dalej. Ale z biegiem czasu, dochodząc do pewnej wprawy w wyrażaniu własnych odczuć, zaczyna się być pewnym – chcę dokładnie tak i nie inaczej. I jednocześnie zaczyna się dostrzegać te minimalne detale, elementy i różnice u innych fotografów. I jednocześnie – poszukuje się własnej drogi, również drogi wyzwolenia od konwenansów, kiczu, przypodobywania się komuś.

strażnik osiedla

Pisząc o tym z punktu widzenia fotografa, który lubi notować kadrem własne, żywe, bieżące wrażenia,  z punktu widzenia reportażysty – ten właściwy kadr powstaje podczas naciśnięcia spustu migawki. To fantastyczne, że możliwe jest zjednoczenie wnętrza fotografa z całym jego warsztatem, który posiadł, by móc oddać odczucie chwili.

Na zdjęciu powyżej – znak mógłby zajmować większą część kadru, albo mniejszą, mógłby być z prawej, lewej, na dole, na górze… Niesamowity jest np. moment kiedy odkrywa się, że każde miejsce kadru niesie inny ładunek emocji i znaczenia. Ze istnieją dziesiątki i setki odcieni wzajemnych relacji elementów w kadrze, a to, że wybieram właśnie ten – oby było to świadome, z pełnym przekonaniem.

Idąc na spacer fotografuję to, co mnie interesuje, bez zastanawiania się, komu to pokażę, czy komuś będzie się podobać lub czy zrozumie. To świetne ćwiczenie na docieranie do samego siebie – własnych wrażeń i sposobu ich przedstawienia. Np. podczas sesji reklamowej twórca oddaje swoje możliwości na usługi klienta. A na spacerze – na usługi własne, co wcale nie musi być prostsze do zrealizowania.

Chciałbym

Chciałbym zrobić jedno zdjęcie, które poruszy, które zostanie w pamięci, które coś zmieni w mechanizmach czyjejś duszy. Czytam biografię Roberta Cappy… A jednocześnie mam wrażenie, że to niemożliwe. Wszystko, co było można, zostało już sfotografowane i pokazane. Zadna okropność, żadne piękno, żadne drgnienie serca w obrazie nie jest już czymś szczególnym. Tak, można tworzyć światy z obrazów, ale to pozostaje w jakiejś wysublimowanej kategorii, która nie jest w stanie dotrzeć do zwykłego człowieka… Bo on już został znieczulony nawałem obrazów, już jest wybredny wybrednością nie wiadomo jaką, nie do przełamania…

Pracując w teatrze widzę, jak często ogrom najszczerszych ludzkich chęci i działań nie znajduje odzwierciedlenia w reakcji widzów… Mam szczęście pracować w takim miejscu i widzieć to, ponieważ mnie samego już to nie dziwi. Twórca jest po prostu na to skazany. I nie chodzi tu o to, że „prawdziwych, wielkich twórców jest mało”. Chodzi o to, że nie wiadomo jakimi drogami chodzi tzw. „prawdziwy sukces artystyczny”. I oczywiście – pod znakiem zapytanie stoi tu przede wszystkim słowo „prawdziwy”… :-) Dobrego dnia!

Delikatne różnice

Przeglądam archiwum zdjęć. Napotkałem na to, z koncertu Doroty Miśkiewicz w krakowskim Teatrze Bagatela. Zdjęcie jest tylko wyzwalaczem wspomnienia, gdyż jako realizator dźwięku przygotowywałem nagłośnienie tego koncertu, a ponieważ do próby wszystko zostało praktycznie zmontowane, miałem czas chwycić za aparat.

Dorota Miśkiewicz, Teatr Bagatela, Kraków, 18 sierpnia 2006

I właśnie to zdjęcie przypomniało mi wrażenie, którego wtedy dopiero mnie zdziwiło i któremu nie dowierzałem. Otóż próba była świetna, utwory płynęły swoim życiem, grane ze swobodą, swadą, wolnością przez muzyków i śpiewane przez wokalistkę. Natomiast koncert był zupełnie inny w nastroju, utonął w czymś co nazwałbym zachowawczość, poza, sztuczny popis.

Po kilku latach miałem możliwość obserwować koncert Anny Marii Jopek. Byłem zachwycony pracą zespołu technicznego, który w skupieniu i spokoju zajmował się konfiguracją sprzętu. Wreszcie przyszli słuchacze. Zasiedli w wygodnych fotelach, i tak już pozostali, nieruchomo, do końca koncertu. Wysiłki muzyków aby poruszyć atmosferę nie przyniosły efektu. Po kilku dniach na blogu Anny Marii znalazłem refleksję: zdaliśmy sobie sprawę jak kruche jest to, co tworzymy.

Te rozważania prowadzą do kolejnego wspomnienia: misterium wielkanocne w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tysiące ludzi, tak trudno dostać się tam, którędy przechodzi postać Jezusa. I wtem wrzask, tuż przy uchu: „k… sp…. bo ja tu mam zrobić zdjęcie”. To jakiś „zawodowy” fotograf, który uzyskał pozwolenie na fotografowanie w zamkniętym kręgu.

Zmierzając do puenty. Przychodzi postać na sesję zdjęciową, portretową, w studiu. Robię 15 zdjęć, oglądamy, i każde jest inne. Ten sam człowiek, to samo światło, stoi tak samo i podobnie trzyma głowę. Drobne, niedostrzegalne zrazu różnice, po chwili okazują się kolosalnymi. Drobny ruch głowy, nieco inaczej otwarte oczy, inne napięcie twarzy, i oto mamy coś zupełnie innego.

Jeśli zdamy sobie sprawę, że to, co próbujemy stworzyć, to coś bardzo kruchego, co trzeba ochraniać, czego trzeba szukać i nigdy nie mieć pewności, czy to akurat dziś się przydarzy, to zyskamy przynajmniej trochę spokoju. I może poszukiwania częściej się udadzą. Może. Ta postawa pokory jest fascynująca, bo jakoś skuteczna…

By zakończyć pozytywnym akcentem – zdjęcie :-)

Cieszka Żółtko, aktorka, tancerka

Zdjęcie bez żadnego retuszu, zrobione pojedynczą, prostą przystawką beauty dish, w komputerze jedynie odjęcie nieco czerwieni

Portret gościa

Daniela jest naszym gościem w domu od kilku dni. Jej twarz oraz uczucia, które na niej się pojawiały, nie przechodziły obok mnie obojętnie. A jednak te dwa zamieszczone poniżej zdjęcia nie odzwierciedlają tego, co widziałem. Bo to jest rodzaj sytuacji, w której aparat nie jest pożądanym narzędziem w układaniu kontaktu. Zastosowany wobec kogoś, kto jest u nas po raz pierwszy, i jest bardzo emocjonalną osobą, jest czymś topornym, jak zimny metal rozdzielający dwie żyjące tkanki. Dlatego te zdjęcia pretendują raczej do portretu pozowanego, w którym więcej jest pozy, choć nieco i trochę osobowości pozostało.

Daniela 1

Patrząc na te zdjęcia pomyślałem, że właśnie teraz widać, że fotografując nie trzeba się spodziewać odzwierciedlenia rzeczywistości. Wręcz trzeba się pogodzić i świadomie dążyć do tego, by zdjęcie żyło swoim, oddzielnym życiem. Czy Daniela tak wyglada, taka jest, jak próbują sugerować to te zdjęcia? Nie.

Daniela 2

Wolę to pierwsze, jest nieco mniej szablonowe, zawiera więcej jej osoby. Drugie to typowe, często powtarzane ustawienie. Zdjęcie zrobione obiektywem 50mm, twarz ustawiona na wprost okna, bez flesza. W komputerze – zamiana na czarno-białe metodą mieszania kolorów RGB, rozjaśnienie za pomocą krzywych oraz zwiększenie kontrastu przez highlights & shadows. No i pamiętam, że brwi oraz usta, zdaje się, przyciemniłem narzędziem burn, a oczy nieco rozjaśniłem przez dodge.

Błędy leniwych fotografów

Scott Bourne, fotograf, prowadzi jeden z najbardziej znanych blogów  (według Expert Photography). W jednym ze swoich wpisów wymienił częste błędy fotografów „leniwych”. Przytaczam tutaj dwa z nich, które dobrze rozumiem, bo się z nimi spotkałem (choćby na własnej skórze):

  1. Spędzają więcej czasu na marzeniach, rozmowach, czytaniu i dyskusjach o fotografii, niż na samym fotografowaniu. To proste – siedzieć na kanapie lub przy komputerze. Dalej, do dzieła – chwyć za aparat i fotografuj!
    Tak, pamiętam godziny wysiedziane na forach fotograficznych. To był mój etap, który przeszedłem i zamknąłem. Sporo nauczyłem obróbki zdjęć się na amerykańskich forach, na których możliwe było poprawianie zdjęć innych i zamieszczanie ich jako workshops, które były oceniane przez innych. To stymulowało próby i zmaganie się z photoshopem. Polskie fora wspominam bardziej jako lekcję znalezienia się w grupie fotografów, niż jako naukę fotografii.
  2. Nie oglądają i nie analizują prac najlepszych fotografów. O fotografii nauczysz się więcej oglądając najlepsze zdjęcia niż uczestnicząc w większości warsztatów i kursów fotograficznych. Kształcenie sposobu patrzenia wymaga pracy, cierpliwości i poświęcenia. Tego nie można osiągnąć będąc leniwym. Obiecaj sobie, że przeanalizujesz przynajmniej 100 zdjęć każdego tygodnia.
    Najprawdziwsze słowa, chciałoby się rzec. Nadzieja, że po wydaniu setek lub tysięcy złotych na kurs fotograficzny zostanie się dobrym fotografem, jest złudna. W każdym przypadku pracę trzeba wykonać samemu, i można wykonać dużą jej część nie płacąc nic albo prawie nic – wystarczy dostęp do Internetu, odwiedzanie wystaw, śledzenie spotkań z fotografami przy najróżniejszych okazjach, z których wiele jest zupełnie za darmo.

Człowiek w relacji z miejscem

Zdjęcie jest efektem szkiców tworzonych pod kątem ujęcia tego niecodziennego miejsca w relacji z człowiekiem. Kaplica św. Kingi jest chyba najbardziej efektownym miejscem trasy turystycznej Kopali Soli „Wieliczka”. Zdjęcia tej komory przedstawiają ogromne solne żyrandole i wielką przestrzeń. Jednak istnieje również osobiste przeżycie, fascynacja, która gościom każe zatrzymać się choć na chwilę.

Odkrywanie

Pamiętam, że dziewczynka stała tam przez dłuższą chwilę, a ja nie mogłem się zdecydować. Nie miałem przy sobie statywu ani możliwości korekty padającego światła, gdyż byłem przygotowany tylko na szkice aparatem. Jednak zdjęcie powstało, a jego wymowa sprawiła, że znalazło swoje miejsce w kontekście wystawy. Dlatego zachęcam ciągle – jeśli widzisz coś, co chcesz sfotografować, a może nie wiesz dlaczego chcesz, może Cię ten obraz do końca nie przekonuje, może nie jesteś przygotowany technicznie. A jednak zrób zdjęcie.

Zdjęcie stało się częścią wystawy Ukryty wymiar, jaką Kopalnia Soli „Wieliczka” prezentuje obecnie w Brukseli na Place de l’ Albertine w dniach od 25 maja do 12 czerwca 2011. Fotografia zamyka część zatytułowaną Wielkie Odkrywanie, która jest poświęcona indywidualnym doznaniom każdego z miliona turystów, jacy rocznie odwiedzają kopalnię.

Portret

Tę twarz znam od dwunastu lat. Zapewne prawie nikt z Was nie zna tej twarzy tak, jak ja. Dlatego pojawia się pytanie – co widzicie w niej Wy, a co ja. To pytanie często pozostaje zagadką, czasem zupełnie nie interesuje twórców, lecz mnie jednak interesuje, intryguje i wręcz niepokoi. Jest to element nieuchwytny, nad którym trudno zapanować, wynikający nie tylko z różnej znajomości tematu, ale i z odległości w czasie i przestrzeni – między aktem tworzenia a odbiorem. Tej odległości nie ma w sztukach interaktywnych, w muzyce, teatrze, gdyż tam twórca i odbiorca odnajdują wspólną drogę (lub nie odnajdują jej) dokładnie w tym samym momencie, następuje porozumienie (lub nie następuje), i obie strony wiedzą i czują, czy to porozumienie nastąpiło. Mnie, jak się zdaje, mniej interesuje po prostu wyrzucanie z siebie wrażeń i treści, bardziej – czy znalazł się partner, z którym nawiązała się nić porozumienia.

Piotr Różański, aktor.

Wasza opinia

Proponuję mały eksperyment. Oto cztery zdjęcia tej samej tancerki zrobionych podczas koncertu zespołu Cygańskie Gwiazdy. Popatrzcie na nie i spróbuje określić:

  1. jakie uczucia i skojarzenia wywołuje w Was każde z nich
  2. które jest dla Was najbardziej interesujące

Ja również się zastanowię i w kolejnym wpisie zrobimy podsumowanie.

Tancerka fot. 1

Tancerka fot. 2

Tancerka fot. 3

Tancerka fot. 4

Extreme Humanity

Popatrzcie. Chodzi mi nie o umiejętności posługiwania się photoshopem, ale o wymowę filmu jako całości. Fotografia wyjściowa to autentyczne zdjęcie osoby która stała się ofiarą, być może jakiegoś konfliktu zbrojnego mającego swoje odniesienie w skali światowej. Muzyka renesansowa (XV wiek). Narzędzie – komputer, photoshop (już symbol epoki należącej do fotografii). Autor – extreme retoucher, miejsce pracy – pulpit, „biurko”, desktop, gdzie nawet zegar (a może tym bardziej – zegar) jest wirtualny. Tytuł pracy: Extreme retouching challenge.

Nie mogę uciec


Nie mogę uciec od obrazów podobnych tym. Mogę się z nich śmiać, mogę czuć rozpacz, wściekłość, w końcu wreszcie apatię, mogę się pukać w czoło, co nie zmienia faktu, że one są moje, i ja taki jestem. To dowód na niemożność wyrwania się ze swojej epoki, sposobu myślenia związanego z miejscem, w którym się wyrosło. Dowód na niemożność wyrwania się z niemożności.