Nie mogę uciec


Nie mogę uciec od obrazów podobnych tym. Mogę się z nich śmiać, mogę czuć rozpacz, wściekłość, w końcu wreszcie apatię, mogę się pukać w czoło, co nie zmienia faktu, że one są moje, i ja taki jestem. To dowód na niemożność wyrwania się ze swojej epoki, sposobu myślenia związanego z miejscem, w którym się wyrosło. Dowód na niemożność wyrwania się z niemożności.

Piękno jest wszędzie

Jeden z ulubionych cytatów:

Początkowo [zdjęcia] oceniane na podstawie kryteriów malarskich, które zakładały świadomą kompozycję i eliminowanie tego, co nieistotne, wyróżniające się osiągnięcia fotografii jeszcze do niedawna utożsamiano z twórczością względnie wąskiego grona fotografów, którym dzięki refleksji i wysiłkowi udało się wyjść poza mechaniczną naturę aparatu fotograficznego i sprostać standardom sztuki. Dziś jednak stało się jasne, że nie ma wewnętrznego konfliktu między mechanicznym albo naiwnym zastosowaniem aparatu fotograficznego a najwyższego rzędu pięknem formy; nie ma takiego rodzaju zdjęć, w których nie można by go było dostrzec: bezpretensjonalne, funkcjonalne zdjęcie może być wizualnie równie ciekawe, wymowne i piękne jak najbardziej uznane fotografie artystyczne. (…) Piękno dzięki fotografii okazało się istnieć wszędzie.

Susan Sontag, „O fotografii”, Wyd. Karakter, Kraków 2009, str. 113-114, wyróżnienia pochodzą ode mnie.

Zaskakujący zachwyt

W spektaklu Tajemniczy ogród, który gramy u nas w pracy już ponad dziesięć lat, jest jeden moment, w którym dzieci, siedzące na widowni, wydają z siebie okrzyk – wow! Nie staje się to na żadnej ze scen aktorskich, tylko podczas zamiany jednej sceny na drugą. Scenografia zamku, w mroku, podświetlona jest od tyłu niebieskim światłem, i nagle zaczyna się unosić, a wtedy przez scenę, w kierunku widowni, przebiega fala niebieskiego światła, i uderza w pierwsze rzędy.

Przypomina mi się opowiadanie mojego byłego szefa, który spędził w teatrze całe swoje życie. Dawno temu, do jednego z przedstawień, pracował nad wykonaniem świetlnej fontanny. Trzeba zaznaczyć, że nie było wtedy elektronicznie sterowanych efektów świetlnych, węży, światłowodów itd. Na wygiętych drutach zamocowano dziesiątki małych żaróweczek, do każdej z nich musiał biec przewód, z drugiej strony te przewody spotykały się razem przy obrotowym bębnie, którego obrót generował powstawanie „fal” fontanny. „Kiedy podnosiła się kurtyna, na samym początku przedstawienia, ludzie na widok fontanny już klaskali” – wspominał szef.

Tak, w teatrze chodzi o zachwyt. Wracając do Tajemniczego ogrodu i fali światła – zdałem sobie sprawę z tego przedwczoraj – ten efekt jest zupełnie zaskakujący nie tylko dla widzów, ale i dla nas. Powstał przypadkowo, sam z siebie, tak wyszło i zdaje się nikt go nie planował. Całe przedstawienie pełne jest pięknej muzyki, śpiewu, tańca, angażujemy w nim sporo sprzętu, lecz ten okrzyk „łał!” wydobywa się wtedy, kiedy nikt z twórców by się tego nie spodziewał i w najbardziej prostym momencie, w dodatku – na zmianie między scenami, czyli sytuacji zupełnie marginalnej teatralnie.

Łącząc tę historię z fotografią (i twórczością w ogóle) – samo życie, praktyka, podsuwa nam niesamowite momenty, które przeminą niezauważone, jeśli nie będziemy patrzeć – ciągle i z oczekiwaniem, że zaraz oto może się coś niezwykłego zdarzyć.

Moja stacja PKP i patriotyzm

Odprowadzając rodzinę na dworzec PKP w mojej małej miejscowości, zdałem sobie sprawę, że dawno tam nie byłem, choć kilka lat wcześniej, dojeżdżając do pracy, stacja była moim szczególnym miejscem. Portem, do którego przybijałem, na który czekałem, jadąc i licząc po drodze przystanki.

Moja stacja PKP

Teraz stacja wygląda inaczej. Jakaś siła kazała mi wyciągnąć aparat, efekt możecie zobaczyć tutaj. I… zaskoczyło mnie to, że redakcja portalu umieściła ten materiał w dziale Ciekawostki.

Może nie należy wysnuwać z tego faktu dalej idących wniosków, ale… Chciałbym się roześmiać, bo przecież stacja o zamkniętych żelaznymi sztabami kasach biletowych, wcale nie jest żadną ciekawostką ani rzadkością, przeciwnie. Tak jest w dziesiątkach i setkach miejsc w całej Polsce. A może ciekawostką są ściany pomazane przekleństwami, albo żałosne reklamy zawieszone wśród odpadającego tynku?

Te zdjęcia to uczucie mojego wstydu, to chyba dość jasne. Bo te zdjęcia to nasz obraz – nas samych. Czy wstyd można zakwalifikować do działu Ciekawostki? Może już tak… Zastanawiające, że dotąd nie uważałem siebie za patriotę, ale może właśnie tak należałoby pojmować patriotyzm w obecnych czasach – jako zdolność do odczuwania wstydu za ten porządek, tę mentalność, która doprowadza miejsce naszej wspólnej użyteczności do takiego stanu.

Takim go pamiętam

Obrazy, od których trudno się uwolnić, pozostałe z dzieciństwa, i muszę uczciwie przyznać, tak, to jest mój świat. On mnie porusza, takim go pamiętam. Nie jest ważne, czy to coś dla kogoś znaczy, dla mnie tak, choć zbyteczne byłoby roztrząsanie, czy te obrazy, a raczej wrażenia, które ze sobą niosą, wnoszą coś znaczącego do mnie. Raczej muszę je odsuwać i zapominać o nich, gdy fotografuję do reklamy, czy na zamówienie, kiedy mają być to ładne zdjęcia, ładne w znaczeniu powszechnie ładnych, taki posterowych, na przykład. Ba, te poniżej i tak są ładne, bo przecież rzeczywistość tak nie wygląda, te zdjęcia mają poprawiony już balans bieli, ale nie do końca, podobnie i kontrast, i ekspozycję, wszystko tak, żeby stworzyć to wrażenie, inne niż zwykłe. Bo ktoś powiedział, że jeśli zdjęcie nie wygląda lepiej niż rzeczywistość, to po co takie zdjęcie, a już zupełna tragedia, gdy wygląda gorzej.

Takie drzewa były i w naszym ogrodzie. Zupełnie archaiczne, pamiętam wysoką drabinę, którą przystawiano do konarów, aby za pomocą długiego drzewca z workiem na końcu, zrywać owoce. Czasem wybieraliśmy się do rodziny, która miała gospodarstwo, i mnóstwo urządzeń zaczepianych do koni, a później ciągników, aby ciągnąć je po pofałdowanych polach i dalekich. Nawet nie te wiejskie domy robiły wrażenie, tylko maszyny rolnicze, pozostawiane tu i tam, zarosłe chwastami lub utopione w błocie, czekały na swoją kolejkę, może i za rok.

pola, zima, kultywator, rdza, starość

stary

ogród, drzewa, stary, zima, śnieg

stary

stare

Niedziela

Śpiew za oknem. Czy to radio, czy ktoś włączył nagranie. Trudno powiedzieć, skąd dochodzi, jakby z przeciwka, ale tam w oknach pusto, nikt nie mieszka. Teraz słychać trochę głośniej. Z wysokości piątego piętra szczyty iglaków przesłaniają wąską, osiedlową uliczkę. Wyłania się kobieta w czerni, z laską i zawiniątkiem na plecach. Dziś jest niedziela; o dziewiątej rano – kobieta śpiewa, przystając pod klatkami schodowymi. Przechodzień nie ogląda się na nią, ale i nie stroni, jakoś nikt do niej nie podchodzi. Lecz ta uwijająca się melodia, wprawnie i bardzo dźwięcznie śpiewana, brzmi jeszcze długo po odejściu kobiety.

blok, osiedle, przejście, pieszych, samochód, skoda, octavia, rumunia, słup

pod blokiem

Z Rumunii cd

Kilka zdjęć znów. Po kliknięciu – otwierają się w większym rozmiarze. Nie żeby zabrzmiało to jak usprawiedliwienie, ale nie szukam kadrów, nie myślę. Idę po prostu z rodziną, popycham wózek z moim dwuletnim synem, i czasem, kiedy coś drgnie w środku – robię zdjęcie. Powtarzam się, ale… jaka to przyjemność – nie musieć robić niczego co wynika z planu, szczególnego myślenia, obowiązku.

ulica

Rumunia, osiedle, starszy, człowiek

kwiaty

czerwień, kwiaty, dziewczyna, garnitur

na wesele

ulica, Rumunia, przejście, ruch, uliczny

przejście dla pieszych

ulica, reklama

reklama

parking, rezerwacja, miejsce, dacia

parking

ulica, reklama, coca, cola

reklama

parking, dacia, ruina, carrefour

carrefour

miasto, centrum, katedra, kościół, placa, zabaw

katedra

Coś z Rumunii

Przyjeżdżam tu dość regularnie, choć nieczęsto. Zmiany tutaj zachodzą… Po dłuższym okresie nieobecności – jest ten pierwszy moment, pierwsze wrażenie - fascynacja czymś tam, zdziwienie wobec najprostszych obrazów, które, jeśli się go nie spróbuje jednak zapisać, wyparuje wraz z przyzwyczajeniem.

Fascynujące są różnice w mentalności, tym bardziej, że osadzone jakimś sposobem w podobieństwach, jednak. Obserwować te subtelności, to niesamowite; i zastanawiać się, w czym one tkwią. To jak przepis na zupę, w której składniki są te same, tylko w innych proporcjach. Zaangażowanie, staranność, emocje, solidność, bylejakość, serdeczność – wszystko to samo, tylko w innych natężeniach i inaczej połączone.

Zdjęcie z błyszczącym samochodem, który został zaparkowany o centymetr od ostrej blachy drogowego znaku – to esencja rumuńskiego kierowcy. Wieża w ogrodzie botanicznym, betonowa pozostałość poprzedniego ustroju. Sposób rozwiązania okablowania na osiedlu, wiejski mężczyzna na tle sklepu oklejonego reklamami. Sposób w jaki polityk zaleca samego siebie, a za szklaną bramą paczki z zachodnim piwem. Jedno jest pewne – niebywała mieszanina nowoczesności, która wdziera się w stary, spokojny, odchodzący już rumuński świat.

sklep, przechodnie, dziecko, centrum, handlowe

centrum handlowe

blok, kabel, kłąb

osiedle

Rumun, portret

portret

drzwi, sklep, magazyn, wybory

Jestem tym, kogo potrzebujesz. Ty wiesz o tym.

Rumunia, volkswagen, golf

parking

wieża, schody, dziecko, samotność

wieża

Przeglądając zdjęcia

Przeglądając zdjęcia, bo co jakiś czas niestety trzeba przeglądać, zresztą, tak by wypadało, skoro już robi się zdjęcia, wybiera, a nawet archiwizuje… Tak więc przeglądając zdjęcia, to w zależności od celu przeglądania, nastroju, pogody, układu gwiazd i setek innych czynników, o których nie mamy pojęcia, działają one na mnie, albo nie działają. Jedne tak, inne inaczej, jeszcze inne – w ogóle. To okazja spojrzeć z dystansu, jakby to nie mój palec naciskał wtedy spust, jakbym to nie ja tam był.

Nie wiadomo więc dlaczego i jak to się stało i jak się dzieje, że akurat to a nie inne zdjęcie, akurat teraz, robi jakieś wrażenie. Oto zdjęcie ze spektaklu Othello.

Poruszyło mnie to niezdecydowanie, zatrzymanie w ruchu mężczyzn wobec szaleńczego zapamiętania się w tańcu kobiety, której oni wszyscy trzej pożądają. Dystans jaki ich dzieli oraz to, że pozostają z boku, w cieniu, podczas gdy ona w centrum, w świetle, wzmacnia uczucie nieosiągalności. Wśród nich Otello, w czarnym kostiumie, choć jest jej mężem, również znajduje się daleko; zresztą jest to moment w spektaklu, od którego ci główni bohaterowie zaczną się od siebie emocjonalnie oddalać.

Tyle przelotnych refleksji, powstałych podczas przeglądania archiwum zdjęć.

Othello, reżyseria Maciej Sobociński, Teatr Bagatela. Na zdjęciu Urszula Grabowska, Marcin Sianko, Marcel Wiercichowski, Michał Kościuk.

Po Miesiącu Fotografii

Miesiąc fotografii w Krakowie minął. Ogrom zdjęć do obejrzenia, w najróżniejszej formie prezentacji, tematyce, ujęciu tematu, nie może nie pozostawić śladu, refleksji. Największe zagęszczenie dzieł miało miejsce na wystawie Aktualizacja, zaprezentowanej na ul. św Tomasza. Aktualizacja, czyli przegląd fotografii, tym razem – brytyjskiej.

Nie mogłem obronić się przed wrażeniem, że ponieważ wszystko zostało już sfotografowane, to miejsca dla mnie w fotografii już nie ma. A gdyby nawet nie zostało sfotografowane, to dołożenie czegoś nowego do tego stosu obrazów, nie ma większego sensu, bo czyż będzie ktoś miał ochotę lub zacięcie, aby to jeszcze oglądać. Wniosek to nienowy, ale w swojej sile, w pewnych okolicznościach, dojmujący.

Na szczęście ktoś potrzebuje jeszcze zwykłych zdjęć, nazwijmy je zwykłymi, choćby jak te z imprezy okolicznościowej dużej firmy, pikniku, obfitującego w atrakcje jak zjazd na linie, quady, łódki, strzelanie z łuku i wiatrówki oraz zajadanie się kiełbaskami zapijanymi piwem. Bez kompleksów, dywagowania, zastanawiania się na każdym kadrem – słowem – na luzie, popełniłem taki oto zestaw zdjęć, który obejrzawszy na spokojnie, zachwyca mnie szczerością – zarówno fotografowanych ludzi jak i moją – przed samym sobą. (Z oczywistych względów nie mogę tego zestawu zaprezentować)

Tak kojąco podziałał na mnie Miesiąc Fotografii.