Rehearsal – Z próby

Maciej Zakliczyński, Agnieszka Korytkowska-Mazur, Marcin Kobierski

From the rehearsal for The Rubber Marchants (Socharej gumi), by Hanoch Levin. Directed by Agnieszka Korytkowska-Mazur, choreography Maciej Zakliczyński. Bagatela Theatre, February 2012.
Z próby Sprzedawców gumek Hanocha Levina w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur, choreografia Maciej Zakliczyński. Teatr Bagatela, styczeń 2012.

Z koncertu

Byłem tam by opiekować się moją córką. Zaś zdjęcia powstały przy okazji – dlatego, że chciałem fotografować, a nie musiałem.

Zwykle fotografowie fotografują to, co się dzieje na scenie. Nie jest jednak tajemnicą, że o wiele ciekawsze zdjęcia można zrobić fotografując wszystko inne niż to, co oficjalne.

Moje ulubione miejsce – takie, które zdaje się niczym szczególnym nie wyróżniać. Ulubiony temat – człowiek i jego emocje. Skupienie, radość, zamyślenie, zagubienie… i tak dalej… bez końca. Moje zadanie – odnajdywanie niepowtarzalności i cudowności w tym, co wydaje się zwykłe i nieszczególne. Poniżej kilka zdjęć. Więcej znajdziecie tutaj.

Tańczą dziewczyny - były świetne, nie mogłem nie fotografować

W pierwszych rzędach miejsca mieli zająć ważni goście

Stoły zastawione ciastem

Przedstawiciele mediów :-)

Napływają goście

Przed występem - zbiórka pod sceną

Matki gotowane do akcji

Ostatnie wskazówki

Pod kolumną głośnikową

Najmniejsza - bohaterka koncertu

Z życia wyborczego plakatu

Materiał został zrobiony „przy okazji” codziennych podróży i innych prac. Patrząc na kampanię wyborczą choćby od strony plakatów trudno powstrzymać się od chwycenia za aparat, zwłaszcza, że od kuriozalnych, komicznych i dramatycznych zestawień wokół aż się roi.

"Zwięrzęta dzikie" - koniec

Materiał zamieściłem na portalu wiadomosci24.pl. Traktuję go jako ćwiczenie, którego pozytywne efekty już widzę.

  1. Przede wszystkim – ciągle niesłychanie ważny jest dystans do wykonanych przez siebie fotografii, który wymaga czasu. Jeśli czas jest krótki, warto poprosić o konsultację kogoś, kto wesprze swoim świeżym spojrzeniem.
  2. Obserwacja socjologiczna – ciągle w Polsce nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak bardzo to, co robimy, świadczy o nas. Niechlujnie i bez refleksji rozwieszone plakaty świadczą o ich właścicielach. Przykłady – kliknijcie na link.
    • Plakat kandydatki sąsiaduje z reklamą „Nasze piersi nie są ani za małe ani za duże”, albo „Kury nioski tanio”
    • reklama kandydata – z reklamą „udrażniania i czyszczenia kanalizacji”
    • wzajemne zaklejanie plakatów zdaje się mówić „nasze musi być na wierzchu bez względu na szacunek, zasady, elegancję”
    • jak na zdjęciu powyżej – połączenie znaku drogowego, nazwiska kandydata oraz faktu, że stojaki „gibnęły” się tworzy kpinę; no tak, ale o aż takie dalekosiężne możliwości kojarzenia i przewidywania chyba trudno byłoby posądzić kogoś, kto je ustawiał…
  3. Zdjęciom zwykle towarzyszy tekst, więc musi on być napisany bardzo starannie, by podkreślić to, co trzeba. Może zauważyliście sytuacje, w których świetnej fotografii towarzyszy banał w postaci podpisu.

Etyka w fotografii

Natrafiłem na taki temat na forum fotopolis.pl. Dwa zdjęcia, które tutaj cytują z tamtego wątku, mówią same za siebie.

fot. Paul Hansen

fot. Nathan Weber

Pierwsze zdjęcie – taki właśni widok prezentowany jest np. w prasie, na wystawach. Drugie zdjęcie przedstawia sytuację od innej strony. Mało kto jest świadomy, że miejsca tragedii, o jakich mówi się na całym świecie, stają się teatrem, uproszczeniem, na bazie rzeczywistości – ludzkich nieszczęść, przeżyć – które muszą zostać spłaszczone, uproszczone, musi im zostać nadana „odpowiednia” forma, aby dotarły do kogoś innego.

Człowiek w relacji z miejscem

Zdjęcie jest efektem szkiców tworzonych pod kątem ujęcia tego niecodziennego miejsca w relacji z człowiekiem. Kaplica św. Kingi jest chyba najbardziej efektownym miejscem trasy turystycznej Kopali Soli „Wieliczka”. Zdjęcia tej komory przedstawiają ogromne solne żyrandole i wielką przestrzeń. Jednak istnieje również osobiste przeżycie, fascynacja, która gościom każe zatrzymać się choć na chwilę.

Odkrywanie

Pamiętam, że dziewczynka stała tam przez dłuższą chwilę, a ja nie mogłem się zdecydować. Nie miałem przy sobie statywu ani możliwości korekty padającego światła, gdyż byłem przygotowany tylko na szkice aparatem. Jednak zdjęcie powstało, a jego wymowa sprawiła, że znalazło swoje miejsce w kontekście wystawy. Dlatego zachęcam ciągle – jeśli widzisz coś, co chcesz sfotografować, a może nie wiesz dlaczego chcesz, może Cię ten obraz do końca nie przekonuje, może nie jesteś przygotowany technicznie. A jednak zrób zdjęcie.

Zdjęcie stało się częścią wystawy Ukryty wymiar, jaką Kopalnia Soli „Wieliczka” prezentuje obecnie w Brukseli na Place de l’ Albertine w dniach od 25 maja do 12 czerwca 2011. Fotografia zamyka część zatytułowaną Wielkie Odkrywanie, która jest poświęcona indywidualnym doznaniom każdego z miliona turystów, jacy rocznie odwiedzają kopalnię.

Zdjęcie po zdjęciach

Po skończonej próbie scena pustoszeje, zostają na niej może tylko pracownicy techniki, żeby coś poprawić, zmienić, jeśli trzeba. Fotograf też pakuje swoje zabawki, upycha w plecaku, sprawdza, czy któraś nie zawieruszyła się między rzędami foteli. Ale oto jakiś człowiek bierze jeden z rekwizytów i… zaczyna latać. Wielki ptak zatacza koła, szybuje na giętkiej tyczce pod szczyt okna scenicznego, na tle ogromnego ekranu. Czy to test? Może próba kolejnej wizji spektaklu? Albo powrót do dziecięcego świata i chwila zapomnienia. A może wszystko to naraz. Bo tym człowiekiem jest sam reżyser przedstawienia Czarnoksiężnik z krainy Oz.

Jarosław Kilian, reżyser, po skończonej próbie

Lyman Frank Baum, Czarnoksiężnik z krainy Oz, scenariusz i reżyseria Jarosław Kilian, Teatr Słowackiego w Krakowie.

Przygotowania do konwencji PO

Fotoreportaż umieszczony na portalu Wiadomości24.pl

Ten zestaw zdjęć powstał prawie przez przypadek. Miałem wykonywać zupełnie inną pracę, ale widząc, co się dzieje, wziąłem do drugiej ręki aparat. Przyznam, że chwilę się wahałem, czy warto. Nie interesuje mnie takie sobie pstrykanie, a poważne pstrykanie wymaga (jednak!) skupienia, obserwowania, słowem – wysiłku. A przecież potem trzeba to jeszcze obejrzeć, zastanowić się, czy wyszło coś, co ma sens, i tak dalej… Ale przecież nie narzekam :-)

Było warto. Fotoreportaż otrzymał wyróżnienie w przeglądzie tygodnia na portalu Wiadomości24.pl. Podsumowując – nigdy nie wiadomo, co wyniknie z pstrykania, jak i co straciliśmy, nie pstrykając.

Moja stacja PKP i patriotyzm

Odprowadzając rodzinę na dworzec PKP w mojej małej miejscowości, zdałem sobie sprawę, że dawno tam nie byłem, choć kilka lat wcześniej, dojeżdżając do pracy, stacja była moim szczególnym miejscem. Portem, do którego przybijałem, na który czekałem, jadąc i licząc po drodze przystanki.

Moja stacja PKP

Teraz stacja wygląda inaczej. Jakaś siła kazała mi wyciągnąć aparat, efekt możecie zobaczyć tutaj. I… zaskoczyło mnie to, że redakcja portalu umieściła ten materiał w dziale Ciekawostki.

Może nie należy wysnuwać z tego faktu dalej idących wniosków, ale… Chciałbym się roześmiać, bo przecież stacja o zamkniętych żelaznymi sztabami kasach biletowych, wcale nie jest żadną ciekawostką ani rzadkością, przeciwnie. Tak jest w dziesiątkach i setkach miejsc w całej Polsce. A może ciekawostką są ściany pomazane przekleństwami, albo żałosne reklamy zawieszone wśród odpadającego tynku?

Te zdjęcia to uczucie mojego wstydu, to chyba dość jasne. Bo te zdjęcia to nasz obraz – nas samych. Czy wstyd można zakwalifikować do działu Ciekawostki? Może już tak… Zastanawiające, że dotąd nie uważałem siebie za patriotę, ale może właśnie tak należałoby pojmować patriotyzm w obecnych czasach – jako zdolność do odczuwania wstydu za ten porządek, tę mentalność, która doprowadza miejsce naszej wspólnej użyteczności do takiego stanu.

Praktyczne wykorzystanie prostych zdjęć

Fotografia nie musi być przecież wysublimowana, wycyzelowana, nieskazitelnie obrobiona. Oto przykład praktycznego wykorzystania prostych zdjęć, w artykule Kierowcy, do raportu! Chęć napisania go powstała, kiedy  podczas pierwszego deszczu zwiastującego jesień, jadąc do pracy, spotykałem samochody w przydrożnych rowach.