Z koncertu

Byłem tam by opiekować się moją córką. Zaś zdjęcia powstały przy okazji – dlatego, że chciałem fotografować, a nie musiałem.

Zwykle fotografowie fotografują to, co się dzieje na scenie. Nie jest jednak tajemnicą, że o wiele ciekawsze zdjęcia można zrobić fotografując wszystko inne niż to, co oficjalne.

Moje ulubione miejsce – takie, które zdaje się niczym szczególnym nie wyróżniać. Ulubiony temat – człowiek i jego emocje. Skupienie, radość, zamyślenie, zagubienie… i tak dalej… bez końca. Moje zadanie – odnajdywanie niepowtarzalności i cudowności w tym, co wydaje się zwykłe i nieszczególne. Poniżej kilka zdjęć. Więcej znajdziecie tutaj.

Tańczą dziewczyny - były świetne, nie mogłem nie fotografować

W pierwszych rzędach miejsca mieli zająć ważni goście

Stoły zastawione ciastem

Przedstawiciele mediów :-)

Napływają goście

Przed występem - zbiórka pod sceną

Matki gotowane do akcji

Ostatnie wskazówki

Pod kolumną głośnikową

Najmniejsza - bohaterka koncertu

Delikatne różnice

Przeglądam archiwum zdjęć. Napotkałem na to, z koncertu Doroty Miśkiewicz w krakowskim Teatrze Bagatela. Zdjęcie jest tylko wyzwalaczem wspomnienia, gdyż jako realizator dźwięku przygotowywałem nagłośnienie tego koncertu, a ponieważ do próby wszystko zostało praktycznie zmontowane, miałem czas chwycić za aparat.

Dorota Miśkiewicz, Teatr Bagatela, Kraków, 18 sierpnia 2006

I właśnie to zdjęcie przypomniało mi wrażenie, którego wtedy dopiero mnie zdziwiło i któremu nie dowierzałem. Otóż próba była świetna, utwory płynęły swoim życiem, grane ze swobodą, swadą, wolnością przez muzyków i śpiewane przez wokalistkę. Natomiast koncert był zupełnie inny w nastroju, utonął w czymś co nazwałbym zachowawczość, poza, sztuczny popis.

Po kilku latach miałem możliwość obserwować koncert Anny Marii Jopek. Byłem zachwycony pracą zespołu technicznego, który w skupieniu i spokoju zajmował się konfiguracją sprzętu. Wreszcie przyszli słuchacze. Zasiedli w wygodnych fotelach, i tak już pozostali, nieruchomo, do końca koncertu. Wysiłki muzyków aby poruszyć atmosferę nie przyniosły efektu. Po kilku dniach na blogu Anny Marii znalazłem refleksję: zdaliśmy sobie sprawę jak kruche jest to, co tworzymy.

Te rozważania prowadzą do kolejnego wspomnienia: misterium wielkanocne w Kalwarii Zebrzydowskiej. Tysiące ludzi, tak trudno dostać się tam, którędy przechodzi postać Jezusa. I wtem wrzask, tuż przy uchu: „k… sp…. bo ja tu mam zrobić zdjęcie”. To jakiś „zawodowy” fotograf, który uzyskał pozwolenie na fotografowanie w zamkniętym kręgu.

Zmierzając do puenty. Przychodzi postać na sesję zdjęciową, portretową, w studiu. Robię 15 zdjęć, oglądamy, i każde jest inne. Ten sam człowiek, to samo światło, stoi tak samo i podobnie trzyma głowę. Drobne, niedostrzegalne zrazu różnice, po chwili okazują się kolosalnymi. Drobny ruch głowy, nieco inaczej otwarte oczy, inne napięcie twarzy, i oto mamy coś zupełnie innego.

Jeśli zdamy sobie sprawę, że to, co próbujemy stworzyć, to coś bardzo kruchego, co trzeba ochraniać, czego trzeba szukać i nigdy nie mieć pewności, czy to akurat dziś się przydarzy, to zyskamy przynajmniej trochę spokoju. I może poszukiwania częściej się udadzą. Może. Ta postawa pokory jest fascynująca, bo jakoś skuteczna…

By zakończyć pozytywnym akcentem – zdjęcie :-)

Cieszka Żółtko, aktorka, tancerka

Zdjęcie bez żadnego retuszu, zrobione pojedynczą, prostą przystawką beauty dish, w komputerze jedynie odjęcie nieco czerwieni

Człowiek w relacji z miejscem

Zdjęcie jest efektem szkiców tworzonych pod kątem ujęcia tego niecodziennego miejsca w relacji z człowiekiem. Kaplica św. Kingi jest chyba najbardziej efektownym miejscem trasy turystycznej Kopali Soli „Wieliczka”. Zdjęcia tej komory przedstawiają ogromne solne żyrandole i wielką przestrzeń. Jednak istnieje również osobiste przeżycie, fascynacja, która gościom każe zatrzymać się choć na chwilę.

Odkrywanie

Pamiętam, że dziewczynka stała tam przez dłuższą chwilę, a ja nie mogłem się zdecydować. Nie miałem przy sobie statywu ani możliwości korekty padającego światła, gdyż byłem przygotowany tylko na szkice aparatem. Jednak zdjęcie powstało, a jego wymowa sprawiła, że znalazło swoje miejsce w kontekście wystawy. Dlatego zachęcam ciągle – jeśli widzisz coś, co chcesz sfotografować, a może nie wiesz dlaczego chcesz, może Cię ten obraz do końca nie przekonuje, może nie jesteś przygotowany technicznie. A jednak zrób zdjęcie.

Zdjęcie stało się częścią wystawy Ukryty wymiar, jaką Kopalnia Soli „Wieliczka” prezentuje obecnie w Brukseli na Place de l’ Albertine w dniach od 25 maja do 12 czerwca 2011. Fotografia zamyka część zatytułowaną Wielkie Odkrywanie, która jest poświęcona indywidualnym doznaniom każdego z miliona turystów, jacy rocznie odwiedzają kopalnię.

Portret

Macieja Słotę, aktora, znam od kilkunastu lat. Maciek jest zawsze uśmiechnięty, wiecznie obsypuje rozmówców dowcipami, jego silna, ekspansywna natura wywiera wpływ na otoczenie. Na zdjęciu udało się uchwycić coś jak tego przeciwieństwo, choć błysk w oku ciągle wydaje się uśmiechać (jak dla mnie). Może to przypadek, może znużenie sesją, chwila nudy – to nie do końca jest dla mnie jasne. Ta niejasność wraz z niecodziennym dla mnie wyrazem jego twarzy tworzy szczególną aurę tego zdjęcia.

Kolory nie są modyfikowane komputerowo, na lampę założyłem niebieski filtr.

Maciej Słota, aktor.

Zdjęcie po zdjęciach

Po skończonej próbie scena pustoszeje, zostają na niej może tylko pracownicy techniki, żeby coś poprawić, zmienić, jeśli trzeba. Fotograf też pakuje swoje zabawki, upycha w plecaku, sprawdza, czy któraś nie zawieruszyła się między rzędami foteli. Ale oto jakiś człowiek bierze jeden z rekwizytów i… zaczyna latać. Wielki ptak zatacza koła, szybuje na giętkiej tyczce pod szczyt okna scenicznego, na tle ogromnego ekranu. Czy to test? Może próba kolejnej wizji spektaklu? Albo powrót do dziecięcego świata i chwila zapomnienia. A może wszystko to naraz. Bo tym człowiekiem jest sam reżyser przedstawienia Czarnoksiężnik z krainy Oz.

Jarosław Kilian, reżyser, po skończonej próbie

Lyman Frank Baum, Czarnoksiężnik z krainy Oz, scenariusz i reżyseria Jarosław Kilian, Teatr Słowackiego w Krakowie.

Szybki portret

Gdy przychodzi ktoś na szybką sesję i ma konkretnie sprecyzowane oczekiwania, w sumie bardzo proste (typu en face, profil L profil P oraz cała postać ;-) to fotografa trochę… boli. Bo jeśli już popracować, to raczej ciężej i ciekawiej ;-) Lecz jeśli ku temu nie ma czasu, to przynajmniej coś uszczknąć, cokolwiek, jakiś ciekawszy kadr.

Marcel Wiercichowski, aktor

Zdjęcie zrobione

  • przy pojedynczej lampie błyskowej (produkcji polskiej ;-) , z prostym beauty dish.
  • ogniskowa 200 mm, przysłona 4
  • Z photoshopa przydała się tu funkcja Shadow/Highlight, z dużym rozjaśnieniem cieni
  • troszeczkę rozjaśnione oko (Dodge tool) + zmniejszenie koloru z białka oka (Sponge tool).
  • korekcja barwy ucha (było filoetowawe, na dodatkowej warstwie ustawionej w tryb color pomalowałem po prostu kolorem wziętym z policzka)
  • bardzo niewielki retusz twarzy – w dwóch miejscach, mężczyzna przecież może, a nawet powinien być „chropowaty” ;-) ))
  • nałożony dodatkowo color overlay – niebieski, z niską wartością opacity

Patrząc na to zdjęcie mam mieszane uczucia. Wraz z jego obróbką pretenduje ono do sztampy, jaka wykształciła się gdzieś tam w naszej fotograficznej średniości, jakiej pełne są fora internetowe, tygodniki i tak dalej. Wynika z tego spłaszczenie i uprzedmiotowienie samego obiektu, który staje się przezroczysty. Mam wrażenie, że zdjęcie nie mówi nic o tej osobie, a o mnie, jako fotografie – nie świadczy wcale dobrze…

Extreme Humanity

Popatrzcie. Chodzi mi nie o umiejętności posługiwania się photoshopem, ale o wymowę filmu jako całości. Fotografia wyjściowa to autentyczne zdjęcie osoby która stała się ofiarą, być może jakiegoś konfliktu zbrojnego mającego swoje odniesienie w skali światowej. Muzyka renesansowa (XV wiek). Narzędzie – komputer, photoshop (już symbol epoki należącej do fotografii). Autor – extreme retoucher, miejsce pracy – pulpit, „biurko”, desktop, gdzie nawet zegar (a może tym bardziej – zegar) jest wirtualny. Tytuł pracy: Extreme retouching challenge.

Rodzina smoków

Bądźcie z nami!

Zdjęcie wykonane podczas corocznego programu organizowanego przez Stowarzyszenie Pomocy Niepełnosprawnym „Bądźcie z nami”, Teatr Bagatela, 28 kwietnia 2009. Istotą programu są występy sceniczne zespołów dzieci niepełnosprawnych ze szkół integracyjnych. W spektaklach wraz z dziećmi biorą udział ich opiekunowie, a widowiska są starannie przygotowane – z oprawą muzyczną, scenografią i kostiumami. Tutaj – mała rodzina smoków.

Przygotowania do konwencji PO

Fotoreportaż umieszczony na portalu Wiadomości24.pl

Ten zestaw zdjęć powstał prawie przez przypadek. Miałem wykonywać zupełnie inną pracę, ale widząc, co się dzieje, wziąłem do drugiej ręki aparat. Przyznam, że chwilę się wahałem, czy warto. Nie interesuje mnie takie sobie pstrykanie, a poważne pstrykanie wymaga (jednak!) skupienia, obserwowania, słowem – wysiłku. A przecież potem trzeba to jeszcze obejrzeć, zastanowić się, czy wyszło coś, co ma sens, i tak dalej… Ale przecież nie narzekam :-)

Było warto. Fotoreportaż otrzymał wyróżnienie w przeglądzie tygodnia na portalu Wiadomości24.pl. Podsumowując – nigdy nie wiadomo, co wyniknie z pstrykania, jak i co straciliśmy, nie pstrykając.

Bezbarwni ludzie

Zastanawiam się nad tym jak to się dzieje, że niektórzy ludzie wyglądają zupełnie niepozornie. Nie przyciągają uwagi otoczenia, są jakby „przezroczyści”, o „bezbarwnych” oczach, nie zwracającej uwagi twarzy. Dzieci czy dorośli – wiek nie ma znaczenia. Są dzieci, które przyciągają wyrazistością spojrzenia, twarzą wysyłającą pewne sygnały. Są inne, które wydają się nie promieniować niczego. Jak się ma ten wygląd do ich życia wewnętrznego, emocjonalnego…? Hipoteza robocza – wygląd nie świadczy o życiu wewnętrznym.

Ciekawe, gdyby zrobić serię zdjęć takim „bezbarwnym” z wyglądu ludziom. Wydaje się to zaprzeczeniem potocznego sensu fotografowania, bo przecież „zdjęcie powinno wyrażać coś”. Ale gdyby znaleźć ludzi, którzy nie wyrażają niczego, albo wyrażają minimalne minimum. Wydaje mi się to ciekawym eksperymentem fotograficzno-psychologicznym. Wziąć tych „najzwyklejszych”, ale czy rzeczywiście z niczym nie wyróżniającym się wnętrzem…?

Mechanizmy działające w ludzkich duszach są dla mnie fascynujące. Chyba nie mógłbym ich pomijać podczas fotografowania.