Nie mogę uciec


Nie mogę uciec od obrazów podobnych tym. Mogę się z nich śmiać, mogę czuć rozpacz, wściekłość, w końcu wreszcie apatię, mogę się pukać w czoło, co nie zmienia faktu, że one są moje, i ja taki jestem. To dowód na niemożność wyrwania się ze swojej epoki, sposobu myślenia związanego z miejscem, w którym się wyrosło. Dowód na niemożność wyrwania się z niemożności.

Praktyczne wykorzystanie prostych zdjęć

Fotografia nie musi być przecież wysublimowana, wycyzelowana, nieskazitelnie obrobiona. Oto przykład praktycznego wykorzystania prostych zdjęć, w artykule Kierowcy, do raportu! Chęć napisania go powstała, kiedy  podczas pierwszego deszczu zwiastującego jesień, jadąc do pracy, spotykałem samochody w przydrożnych rowach.

Zdjęcia – tak, poziom – niekoniecznie

W poczekalni do lekarza, w naszym małym miasteczku, oglądać można gazetkę ścienną ogniska Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej. Główna jej część to zdjęcia z maratonów, które odbyły się na ulicach, zdjęcia zespołów przed meczami i ujęcia z meczów siatkówki, koszykówki i tak dalej. Patrząc na te zdjęcia trudno opędzić się od refleksji, że fotografia… nie jest łatwą dziedziną.

Być może dlatego, że oglądając na co dzień zdjęcia z ogólnopolskich dzienników i tygodników, przyzwyczajamy się do fotografii, będących wynikiem nie tylko umiejętności fotografa związanych z obsługą sprzętu, kadrowaniem, refleksem, obróbką w komputerze, ale przede wszystkim – jego wiedzą na temat fotografowanych obiektów.

Wracając do gazetki ściennej. Oto biegnie człowiek, zawodnik, uczestnik maratonu. Zdjęcie pokazuje go, jak biegnie. I nic więcej.  Nic ponad to, co stoi w samym tekście. A przecież zdjęcie może powiedzieć o wiele więcej, niż dziesiątki słów. Na przykład – czy jest to lider, czy ostatni z biegnących, jaki dystans dzieli go od reszty, czy ktoś mu kibicuje, jak przeżywa swój bieg, na ile jest zmęczony, jak wygląda droga, która ma przebyć albo już przebył, jaka to miejscowość. Niewielkie detale, jak rodzaj budynków, mijane samochody, nawierzchnia, przechodnie – to wszystko składa się na obraz maratonu. Pytanie, czy fotografowi w ogóle przyszło do głowy, aby te elementy w kadrze próbować umieścić.

Pamiętam zdjęcie, na którym para młodych ludzi przyglądała się czemuś, co leciało wysoko na niebie. On, wyciągniętą ręką, kierował wzrok dziewczyny w górę. Pamiętam dyskusję nad zdjęciem, ponieważ tej uniesionej ręki nie było – fotograf z rozmysłem i „bezczelnie” ją usunął z kadru, koncentrując się na twarzach tej pary. Ta „obcięta” ręka, była gwoździem krytyki. Ale przecież istota zdjęcia kryła się w ich twarzach – zafascynowanych obserwowanym zjawiskiem.

Współczesne media nie mogą się obejść bez obrazków, ich natłok jest już codziennością. Wszyscy potrzebują zdjęć, ale ciągle bardzo niewielu potrzebuje zdjęć dobrych, ba, niewielu zdaje sobie sprawę, na czym owa jakość może polegać. Przeważnie – utożsamiana jest z mocnym kontrastem, kolorem i ostrością.

Bez retuszu

Od dziś wiadomo już, że ukaże się książka Artura Domosławskiego Kapuściński non-fiction, wydana ostatecznie przez Świat Książki. Newsweek z 28 lutego 2010 poświęca jej sporo uwagi, rozpoczynając artykułem Piotra Bratkowskiego Koniec pewnej bajki. Alicja Kapuścińska, żona sławnego reportera, próbowała zablokować publikację tej książki.

Myślę, że cykl trzech artykułów Newsweeka zasługuje na szczególną uwagę właśnie ze względu na to, że wspiera Artura Domosławskiego w jego sposobie patrzenia na Cesarza Reportażu. Bo książka (opieram się tutaj na tekstach Newsweeka) jest konsekwentnie zrealizowanym spojrzeniem na Ryszarda Kapuścińskiego jako na człowieka przede wszystkim, nie zaś bohatera, wielkiego reportażysty czy pisarza z jednej strony, lub  współpracownika służb bezpieczeństwa, reportera fabrykującego fakty lub człowieka manipulującego innymi, z drugiej strony. Piotr Bratkowski ubolewa nad tym, że ciągle jesteśmy skłonni do postrzegania postaci w kategoriach zero-jedynkowych, mamy tendencję do mitologizowania naszych bohaterów narodowych, jak również bezwzględnej pogardy wobec tych, których poprzez powierzchowną obserwację uznamy za nikczemnych, tchórzy itd.

Cóż, uproszczenia są odruchem mas. Nie sądzę, aby w najbliższej przyszłości miało się to zmienić, gdyż subtelność oceny nieprzeciętnych, wielkich ludzi ciągle jest przywilejem innych nieprzeciętnych i wielkich ludzi. Bratkowski przewiduje, że książka będzie srodze krytykowana przez obie strony, mające przeciwstawne postawy wobec Mistrza. Ale na pewno znajdą się i ci, którzy docenią dążenie Artura Domosławskiego do prawdy o człowieku i powstrzymywanie się od kategorycznych ocen.

Jakże brakuje wśród twórców mediów postaw wyważonych. Takich, które nie retuszują każdej zmarszczki i nie wybielają skóry, ale również – nie doprawiają rogów.

Kontekst i forum foto

Patrzę na to moje fotografowanie w różnych miejscach, w teatrze, na ulicy, wśród ludzi i zdaję sobie coraz bardziej sprawę z tego, że fotografia wymaga kontekstu. Zdjęcia robione określonej grupie ludzi, dla tych ludzi znaczą dużo więcej, niż dla innych. Inne znaczenie kontekstu – w artykułach prasowych, notkach encyklopedycznych o wybitnych fotografach, gdy pokazuje się ich 2-3 zdjęcia, a choćby nawet 10 zdjęć, to zwykle nie robią one wrażenia – wyglądają marnie i każdemu wydaje się, że zrobiłby takie same. Tak tak, najbardziej wybitne zdjęcia wyglądają przeważnie na zupełnie zwykłe. Bo żeby je ocenić, trzeba znać kontekst, w jakim zostały zrobione, umieszczone i zaistniały w grupie twórczej, społeczeństwie, historii.

Stąd też nieszczęście internetowych forów fotograficznych, w których użytkownicy publikują średnio 10 zdjęć na minutę. Szalona masówka najróżniejszych zdjęć zupełnie niszczy ich kontekst, czyli jednocześnie – możliwość wyróżnienia się zdjęć najbardziej subtelnych, niezwykłych. Króluje – przeciętność.

Zresztą, jak powiedział mój przyjaciel Michał, kontekst jest też tym, co przesądza o naszym odczuwaniu szczęścia…   ;-)