Tę twarz znam od dwunastu lat. Zapewne prawie nikt z Was nie zna tej twarzy tak, jak ja. Dlatego pojawia się pytanie – co widzicie w niej Wy, a co ja. To pytanie często pozostaje zagadką, czasem zupełnie nie interesuje twórców, lecz mnie jednak interesuje, intryguje i wręcz niepokoi. Jest to element nieuchwytny, nad którym trudno zapanować, wynikający nie tylko z różnej znajomości tematu, ale i z odległości w czasie i przestrzeni – między aktem tworzenia a odbiorem. Tej odległości nie ma w sztukach interaktywnych, w muzyce, teatrze, gdyż tam twórca i odbiorca odnajdują wspólną drogę (lub nie odnajdują jej) dokładnie w tym samym momencie, następuje porozumienie (lub nie następuje), i obie strony wiedzą i czują, czy to porozumienie nastąpiło. Mnie, jak się zdaje, mniej interesuje po prostu wyrzucanie z siebie wrażeń i treści, bardziej – czy znalazł się partner, z którym nawiązała się nić porozumienia.
Tag Archives: patrzeć
Coś z Rumunii
Przyjeżdżam tu dość regularnie, choć nieczęsto. Zmiany tutaj zachodzą… Po dłuższym okresie nieobecności – jest ten pierwszy moment, pierwsze wrażenie - fascynacja czymś tam, zdziwienie wobec najprostszych obrazów, które, jeśli się go nie spróbuje jednak zapisać, wyparuje wraz z przyzwyczajeniem.
Fascynujące są różnice w mentalności, tym bardziej, że osadzone jakimś sposobem w podobieństwach, jednak. Obserwować te subtelności, to niesamowite; i zastanawiać się, w czym one tkwią. To jak przepis na zupę, w której składniki są te same, tylko w innych proporcjach. Zaangażowanie, staranność, emocje, solidność, bylejakość, serdeczność – wszystko to samo, tylko w innych natężeniach i inaczej połączone.
Zdjęcie z błyszczącym samochodem, który został zaparkowany o centymetr od ostrej blachy drogowego znaku – to esencja rumuńskiego kierowcy. Wieża w ogrodzie botanicznym, betonowa pozostałość poprzedniego ustroju. Sposób rozwiązania okablowania na osiedlu, wiejski mężczyzna na tle sklepu oklejonego reklamami. Sposób w jaki polityk zaleca samego siebie, a za szklaną bramą paczki z zachodnim piwem. Jedno jest pewne – niebywała mieszanina nowoczesności, która wdziera się w stary, spokojny, odchodzący już rumuński świat.
Zdjęcia – tak, poziom – niekoniecznie
W poczekalni do lekarza, w naszym małym miasteczku, oglądać można gazetkę ścienną ogniska Towarzystwa Krzewienia Kultury Fizycznej. Główna jej część to zdjęcia z maratonów, które odbyły się na ulicach, zdjęcia zespołów przed meczami i ujęcia z meczów siatkówki, koszykówki i tak dalej. Patrząc na te zdjęcia trudno opędzić się od refleksji, że fotografia… nie jest łatwą dziedziną.
Być może dlatego, że oglądając na co dzień zdjęcia z ogólnopolskich dzienników i tygodników, przyzwyczajamy się do fotografii, będących wynikiem nie tylko umiejętności fotografa związanych z obsługą sprzętu, kadrowaniem, refleksem, obróbką w komputerze, ale przede wszystkim – jego wiedzą na temat fotografowanych obiektów.
Wracając do gazetki ściennej. Oto biegnie człowiek, zawodnik, uczestnik maratonu. Zdjęcie pokazuje go, jak biegnie. I nic więcej. Nic ponad to, co stoi w samym tekście. A przecież zdjęcie może powiedzieć o wiele więcej, niż dziesiątki słów. Na przykład – czy jest to lider, czy ostatni z biegnących, jaki dystans dzieli go od reszty, czy ktoś mu kibicuje, jak przeżywa swój bieg, na ile jest zmęczony, jak wygląda droga, która ma przebyć albo już przebył, jaka to miejscowość. Niewielkie detale, jak rodzaj budynków, mijane samochody, nawierzchnia, przechodnie – to wszystko składa się na obraz maratonu. Pytanie, czy fotografowi w ogóle przyszło do głowy, aby te elementy w kadrze próbować umieścić.
Pamiętam zdjęcie, na którym para młodych ludzi przyglądała się czemuś, co leciało wysoko na niebie. On, wyciągniętą ręką, kierował wzrok dziewczyny w górę. Pamiętam dyskusję nad zdjęciem, ponieważ tej uniesionej ręki nie było – fotograf z rozmysłem i „bezczelnie” ją usunął z kadru, koncentrując się na twarzach tej pary. Ta „obcięta” ręka, była gwoździem krytyki. Ale przecież istota zdjęcia kryła się w ich twarzach – zafascynowanych obserwowanym zjawiskiem.
Współczesne media nie mogą się obejść bez obrazków, ich natłok jest już codziennością. Wszyscy potrzebują zdjęć, ale ciągle bardzo niewielu potrzebuje zdjęć dobrych, ba, niewielu zdaje sobie sprawę, na czym owa jakość może polegać. Przeważnie – utożsamiana jest z mocnym kontrastem, kolorem i ostrością.
Patrz!
Fascynują urzekające zdjęcia zachodów słońca, zielonych parków, kolorowej jesieni, kwiatów. Fotografie uśmiechniętych dzieci, dziewcząt, pięknie wyrzeźbionych twarzy staruszków. Zdjęcia mknących, lśniących samochodów, produktów w katalogach i reklamach, zatopionych w kunsztownie wypracowanym świetle.
Fascynują – wzbudzają najlepsze emocje i jednocześnie chęć tworzenia. „Czy ja też tak potrafię?” Kupujesz sprzęt, podglądasz lepszych od Ciebie, zgłębiasz warsztat. I coś zaczyna w końcu wychodzić. Wreszcie – umiesz robić właśnie takie urzekające zdjęcia – zachodów słońca, kolorowej jesieni, uśmiechniętych dzieci…
Zaczynasz się zastanawiać. Czy moje fotografie mają być takie jak setki, tysiące zdjęć umieszczonych już dawno na fotograficznych forach internetowych, agencjach fotograficznych i stockach zdjęć do pobrania…? Czy na tym kończy się fotografowanie? Czy można coś więcej?
Można. Trzeba wrócić do początku – do patrzenia. Czyli do jednego z najbardziej przyjemnych i jednocześnie – pierwotnych ludzkich zajęć
Dopiero patrząc można mieć nadzieję, że dostrzeże się cokolwiek. A najlepiej – coś, czego nikt jeszcze nie zobaczył. Bo o ile wszyscy patrzą w zasadzie tak samo, to każdy może dostrzec coś innego. W tym tkwi nadzieja na niezwykłość, unikalność naszych fotografii.
To pierwszy wpis na tym blogu i jednocześnie – manifest. Fotografowie – nie rezygnujcie z patrzenia! Prostym, niemal dziecięcym wzrokiem, bez uprzedzeń, szkodliwych okularów. Idźcie za tym, co zobaczycie, szczególnie, kiedy prowadzi to w stronę przeciwną niż wszyscy.
Fotografia to domena ludzi dojrzałych (cytat: Zbigniew Łagocki). Spostrzeganie wynika z wiedzy o świecie i przeżytych doświadczeń. Dlatego nie będzie tu o tym, jaki aparat czy obiektyw kupić, nie będzie fascynacji sprzętem. Będzie o tym, co czasem może wydawać się zupełnie z fotografią nie związane…
(Zainspirowane Tomaszem Tomaszewskim)






