Kalendarz fotografów Gazety Wyborczej

Dwunastego grudnia, wraz z Gazetą Wyborczą, czytelnicy otrzymali kalendarz z 13 fotografiami fotoreporterów Gazety. Oto informacja na strona GW

Fotografowi, fotoreporterowi, trudno nie odnieść się do tego zestawu zdjęć. Przede wszystkim cieszy promowanie linii „zdjęć zwykłych”, ukazujących „momenty zwykłe-niezwykłe”. Same zdjęcia w swojej formie, kadrowaniu, obróbce nie przytłaczają przedstawianego tematu. Bociany idące ławą przez łąkę, ojciec zasnął usypiając synka, proste zdjęcie Tomasza Wiecha przedstawiające nowożeńców na Pustyni Błędowskiej. Zdjęcie Adama Lacha – rybaków na brzegu morza, gdzie pośpieszność przeważyła nad precyzyjnym  kadrowaniem. Właśnie to mnie cieszy -   te „typowe niedoróbki” – jak określają je przeciętni użytkownicy forów fotograficznych, stanowią miłą „przyprawę”. Pies patrzący w kadr i zdradzający fotoreportera, zdjęcie zaszumione z powodu wysokiego ISO, „źle” skadrowane bo obcięty ptak i postać. Zdjęcie na pustyni, w którym podpis mówi więcej niż samo zdjęcie, albo zasypany śniegiem chodnik, po którym idzie różowy parasol – motyw już dość ograny. Tak, zgadzam się, przecież nie o to chodzi, że ograne, zaszumione, obcięte.

Z jednej strony cieszy ta prostota, prostoduszność powiedziałbym, ale z drugiej – zastanawia, czy do końca jest ona zamierzona. Bowiem w każdym zestawie zdjęcia powinny być powiązane jeszcze czymś więcej niż tylko i wyłącznie hasłem „Fotoreporterzy Gazety Wyborczej”. Ten zestaw to zbyt zwykły miszmasz, nie tylko pod względem formy, ale powiedziałbym – „subtelności” fotografii. Jakby każdy z fotografów miał pięć minut na przesłanie zdjęcia, i jeden wziął swoje ulubione,  inny – nagrodzone, jeszcze inny – wybrane trochę przez przypadek (albo zupełnie przez przypadek, jak foto z Nowego Jorku). Być może wybierał jeden człowiek, redaktor – jeśli tak, to bym bardziej dziwne. Chyba, że ktoś otrzymał polecenie stworzenia kalendarza „na wczoraj”, a dostateczną dźwignią, siłą rzeczy, musi być  sama renoma Agencji Gazeta i nazwiska jej fotografów. ;-)

Andrzej Seweryn – sesja do programu teatralnego

Andrzej Seweryn fot. Piotr Kubic

Zdjęcia do programu sztuki „Wyobraźcie sobie…” w reżyserii Jerzego Klesyka, z Andrzejem Sewerynem w roli głównej zostały wykonane w najprostszych, żeby nie powiedzieć – spartańskich warunkach. Wiedziałem, że sam spektakl rozegra się w minimalistycznej, prawie nie istniejącej scenografii. Aktor będzie miał drobne rekwizyty i kilka wariacji kostiumu. W tej sytuacji należy się spodziewać, że światło spektaklu odegra niebagatelną rolę. Ale nie podczas sesji zdjęciowej do programu – ponieważ wtedy światło spektaklu jeszcze nie istniało.

Andrzej Seweryn w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, fot. Piotr Kubic

To aktor, Andrzej Seweryn, swoją rolą miał stworzyć przedstawienie, przede mną pozostało zadanie, aby tylko z jego gry, postaci, twarzy i gestów, posiłkując się drobnymi dodatkami – rekwizytami – stworzyć zestaw kilkunastu spójnych, ale i różniących się między sobą, ciekawych zdjęć.

Andrzej Seweryn, fot. Piotr Kubic

Miałem tylko jedną próbę, przyjęto założenie, że fotografuję z akcji, bez zatrzymań czy powtórzeń. Mogłem jednak dowolnie poruszać się po scenie i zbliżać do aktora, co okazało się kluczowe dla tej sesji.

Andrzej Seweryn, fot. Piotr Kubic

Oświetlenie – to kilka reflektorów świecących na wprost sceny, czyli coś, co pod względem fotograficznym jest mało obiecujące… Jednak udało się otrzymać materiał zawierający na tyle różnych spojrzeń, że mogłem wybrać określony sposób widzenia – uciekając od najbanalniejszych kadrów, i nie popadając w przerysowanie, o co dość łatwo gdy fotografuje się tak ekspresyjną postać i twarz tego znakomitego aktora.

Szerszy zestaw zdjęć można zobaczyć tutaj.

Serdecznie dziękuję za okazane zrozumienie, pomoc i znakomitą współpracę Jerzemu Klesykowi i Andrzejowi Sewerynowi.

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, „Wyobraźcie sobie…”, reż. Jerzy Klesyk.

Styl fotografa i kompromisy

Witam Pana Piotra!

Dzięki ze ten kursik. Imponuje mi Pan swoim profesjonalizmem. W pkt. 1 porusza Pan linie wizji teatru, zleceniodawcy, a gdzie w tym wszystkim styl artysty fotografa? Na jakie kompromisy jest Pan w stanie pójść, a gdzie jest granica, której Pan nie przekroczy (wyłączamy tutaj z rozważań gażę)?

Serdecznosci
Elik

Dziękuję za wpis i miłe słowa!

Spróbuję odpowiedzieć na pytania. Gdzie jest miejsce na styl artysty fotografa? Wbrew pozorom nie zostaje go tak mało. To kompozycja kadru i oświetlenie – sprawy niebagatelne. Pozostaje również moment naciśnięcia spustu, a on jest wynikiem tego, co widzi, albo chce widzieć fotograf. Fotografowie portreciści są świadomi tego, jak bardzo zmienia się twarz człowieka w zależności nie tylko od kąta patrzenia obiektywu i oświetlenia, ale również – w ułamkach sekund jak różne mogą być napięcia mięśni twarzy, jak najróżniejszy jej nastrój, wyraz. Zaś te ostatnie zależą od atmosfery sesji, którą tworzy ostatecznie właśnie fotograf. To jego sposób nawiązania kontaktu z modelem tworzy portret, bo na samym końcu tego łańcucha marketingowo-reżyserskiego, kostiumowego i oświetleniowego pozostaje w końcu tylko model oraz fotograf, sam na sam, choćby nie wiadomo ile osób uczestniczyło w sesji.

Stąd kluczowa jest wrażliwość fotografa na ludzi w ogóle. W trakcie sesji powstaje pewna intymna linia i wtedy jest szansa na ciekawe, „głębsze” zdjęcie. Uważam, że aparat tylko rejestruje tę linię porozumienia.

W każdej sesji, przy wydawało by się najbardziej banalnym zdjęciu, walczę o to, aby pozostał mój „odcisk”. Czasem oczekiwania zleceniodawcy są jak najbardziej banalne, nic dziwnego, bo reklama często ma dotrzeć do szerokich mas. Ale wierzę, że nawet w pozornie banalnym zdjęciu można zawrzeć „coś”, co przyciągnie uwagę bardziej zaawansowanego miłośnika fotografii.

Czy jest granica, której nie przekroczę? Tak, choć trudno ją wyznaczyć słowami. Po prostu nie naciskam spustu, kiedy nie akceptuję tego, co widzę. Drugi etap weryfikacji następuje przy selekcji zdjęć. Nigdy nie oddaję wszystkich zdjęć, które zrobiłem, bez choćby wstępnej selekcji. Warto pamiętać o zasadzie – lepiej mniej niż więcej.

Bardzo źle znoszę sztuczność, która jest pozowana na naturalność. Nie akceptuję „zmyłek”, wpuszczania widza w maliny, zresztą to zawsze obraca się przeciwko temu, kto takie metody stosuje.

Praktyka – zdjęcie reklamowe spektaklu

Dziś trochę praktyki. Opiszę powstanie zdjęcia reklamowego spektaklu teatralnego. Oto plakat (citylight) powstały na bazie zdjęcia.

Woyzeck - plakat

Woyzeck - plakat

Urszula Grabowska, Grzegorz Mielczarek, fot. Piotr Kubic

Zdjęcie tego rodzaju powinno spełniać kilka kryteriów.

1. Ma być reklamą przedstawienia, czyli poinformować i zachęcić potencjalnych widzów do oglądnięcia spektaklu.

2. Powinno zawierać przynajmniej jedną myśl, prawdę o spektaklu. Nie powinno wprowadzać w błąd – przedstawiać czegoś odwrotnego do tego, o czym jest sztuka.

3. Jeśli na zdjęciu występują postacie aktorów, to sposób ich przedstawienia jest szczególnie ważny dla nich samych i musi zostać uwzględniony w trakcie powstawania zdjęcia.

Ad. 1. Reklama pojedynczego przedstawienia zwykle nie jest oderwana od pewnej linii reklamowej, jaką realizuje teatr. Styl plakatów (zdjęć, grafik itp.) powinien być rozpoznawalny na przestrzeni czasu. O tym stylu decyduje dyrekcja teatru i dział marketingu.

Ad 2. Zamierzony kształt spektaklu nosi w sobie reżyser. To on jest osobą najbardziej świadomą przesłania sztuki. Trzeba pamiętać, że zdjęcia promocyjne powstają wtedy, kiedy jeszcze spektakl nie uzyskał ostatecznego kształtu, jest w trakcie tworzenia. Tak więc nieocenioną pomocą w zawarciu myśli o spektaklu jest reżyser.

Ad 3. Aktorzy to najważniejsze postacie w spektaklu. Sztuka żyje dzięki nim, ich emocjom. Zdjęcie reklamowe spektaklu jest również zdjęciem reklamowym ich samych. Należy o tym pamiętać.

Pogodzenie tych trzech elementów zwykle nie jest łatwe. Dobrze, jeśli to zadanie weźmie na siebie pewna osoba, nazwijmy ją menedżerem sesji. Pochodzi ona z działu marketingu i mając na względzie najważniejszy cel reklamowy zdjęcia, tworzy kilka projektów. Powstają szkice kadru, które są omawiane z dyrekcją, reżyserem i aktorami. Ostatecznie pozostaje jeden lub dwa, wspólnie zaakceptowane pomysły.

Ustalamy termin sesji. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, gdyż zdjęcia te powstają w okresie wytężonej pracy zespołu artystycznego nad spektaklem. Dlatego bardzo liczy się dobre przygotowanie do zdjęć, by przebiegły sprawnie i jak najkrócej.

Sesja w przypadku tego zdjęcia trwała czterdzieści minut od momentu wejścia aktorów na plan. Obecny był reżyser, scenograf, menedżer sesji, wizażystka, i oczywiście fotograf. Wykorzystano kostiumy spektaklu. Zrealizowaliśmy trzy ustawienia, z których ostatecznie zostało wybrane właśnie to. Oświetlenie to pojedyncza lampa studyjna z nasadką skupiającą, wskutek czego powstały mocne kontrasty, które odpowiadają ekspresji przedstawienia. Sama poza aktorów na pierwszy rzut oka może wskazywać, że to spektakl o miłości, lecz po chwili daje się zauważyć beznamiętność twarzy, oraz dłonie mężczyzny, zatrzymane pomiędzy, lecz jednak bliżej jego własnej twarzy. Właśnie te ostatnie detale zawierają myśl tego spektaklu.

Moje szczególne podziękowania dla Magdy, która świetnie zorganizowała tę sesję.

Georg Büchner – Woyzeck

Reżyseria: Andrzej Domalik
Scenografia i kostiumy: Jagna Janicka
Menedżer sesji: Magdalena Furdyna
Teatr Bagatela, Kraków, 2009
Projekt plakatu: Piotr Panasiewicz

Bez twarzy

Galeria Krakowska leży na moim trakcie, zmierzając do dworca. Przystrojona równie świątecznie jak anonimowo. Idealnie stożkowe choinki przybrane idealnie symetrycznie, jak komputerowo – są transparentne, jakby ich tam w ogóle nie było. Galeria Krakowska jest dla mnie miejscem obcym, „bez twarzy”.

Świąteczna Galeria Krakowska

Świąteczna Galeria Krakowska

Najważniejsze

Sara na huśtawce
Sara na huśtawce

To, co najważniejsze, to przyjemność z fotografii. Zasady zasadami, szkoła szkołą, autorytety – autorytetami. Zgoda – robię zdjęcia reklamowe, dokumentalne, na zamówienie – poddaję się potrzebom zleceniodawcy. Ale na szczęście mam jeszcze czas i chęć, by sfotografować to, co ja chcę i jak chcę. I nie czuję konieczności, by komukolwiek poddawać te fotografie pod ocenę.

Piszę o tym, ponieważ sporo czasu zajęło mi wyzwolenie się z towarzysko-fotograficznych konwenansów. I tego życzę wszystkim fotografującym :-)

Chłód i samotność

Fascynująca jest nowoczesna architektura – ale nie dlatego, że szczególnie piękna, tylko że w dziwnie skuteczny sposób podkreśla chłód, obcość i samotność przebywającego wewnątrz niej człowieka. Oto widok z Collegium Maximum UJ, ul. Krupnicza, Kraków. W pogoni za efektem oddala się od człowieczeństwa.

Collegium Maximum UJ, ul. Krupnicza, Kraków

Zapraszam na wystawę

Piotr_Kubic_Loza
fot. Wacław Klag, www.dziennikpolski24.pl

Zapraszam na wystawę do Klubu Aktora „Loża”, Rynek Główny 41, Kraków. Powstała ona z okazji 90-lecia Teatru Bagatela, znajduje się na niej 40 zdjęć – portretów aktorek. 17 z nich zostało zrobionych przeze mnie. Moje zdjęcia znalazły się w towarzystwie takich fotografów jak Zbigniew Łagocki i Wojciech Plewiński :-) Wystawa trwa do końca grudnia.

Tutaj link do artykułu w Dzienniku Polskim.

Kontekst i forum foto

Patrzę na to moje fotografowanie w różnych miejscach, w teatrze, na ulicy, wśród ludzi i zdaję sobie coraz bardziej sprawę z tego, że fotografia wymaga kontekstu. Zdjęcia robione określonej grupie ludzi, dla tych ludzi znaczą dużo więcej, niż dla innych. Inne znaczenie kontekstu – w artykułach prasowych, notkach encyklopedycznych o wybitnych fotografach, gdy pokazuje się ich 2-3 zdjęcia, a choćby nawet 10 zdjęć, to zwykle nie robią one wrażenia – wyglądają marnie i każdemu wydaje się, że zrobiłby takie same. Tak tak, najbardziej wybitne zdjęcia wyglądają przeważnie na zupełnie zwykłe. Bo żeby je ocenić, trzeba znać kontekst, w jakim zostały zrobione, umieszczone i zaistniały w grupie twórczej, społeczeństwie, historii.

Stąd też nieszczęście internetowych forów fotograficznych, w których użytkownicy publikują średnio 10 zdjęć na minutę. Szalona masówka najróżniejszych zdjęć zupełnie niszczy ich kontekst, czyli jednocześnie – możliwość wyróżnienia się zdjęć najbardziej subtelnych, niezwykłych. Króluje – przeciętność.

Zresztą, jak powiedział mój przyjaciel Michał, kontekst jest też tym, co przesądza o naszym odczuwaniu szczęścia…   ;-)

Do przodu!

Słuchałem audycji programu II Polskiego Radia. W niej Marek Chołoniewski wspomina swoje studia u Bogusława Schaeffera. Co najważniejsze – w początkowym okresie studiów nad kompozycją studenci musieli pisać piórem, nie ołówkiem. Chodziło o to, żeby nie cyzelować partytury, nie poprawiać błędów, tylko za jednym zamachem napisać utwór. Podobno Schaeffer mówił: błędy z tego utworu poprawisz w następnym.

To dla mnie genialny sposób na obejście własnego przerośniętego perfekcjonizmu, który w momencie, kiedy nie ma się odpowiedniego przygotowania oraz doświadczenia, może skutecznie zablokować pracę, czyli jakikolwiek postęp.

Podobne zdanie, z dziedziny zarządzania, cytuję za autorem, którego nazwiska nie pamiętam (może Peter Drucker):

Jeśli masz podjąć 10 decyzji, a podjąłeś tylko 6 decyzji, to już na wstępie podjąłeś 4 błędne decyzje.