Człowiek w relacji z miejscem

Zdjęcie jest efektem szkiców tworzonych pod kątem ujęcia tego niecodziennego miejsca w relacji z człowiekiem. Kaplica św. Kingi jest chyba najbardziej efektownym miejscem trasy turystycznej Kopali Soli „Wieliczka”. Zdjęcia tej komory przedstawiają ogromne solne żyrandole i wielką przestrzeń. Jednak istnieje również osobiste przeżycie, fascynacja, która gościom każe zatrzymać się choć na chwilę.

Odkrywanie

Pamiętam, że dziewczynka stała tam przez dłuższą chwilę, a ja nie mogłem się zdecydować. Nie miałem przy sobie statywu ani możliwości korekty padającego światła, gdyż byłem przygotowany tylko na szkice aparatem. Jednak zdjęcie powstało, a jego wymowa sprawiła, że znalazło swoje miejsce w kontekście wystawy. Dlatego zachęcam ciągle – jeśli widzisz coś, co chcesz sfotografować, a może nie wiesz dlaczego chcesz, może Cię ten obraz do końca nie przekonuje, może nie jesteś przygotowany technicznie. A jednak zrób zdjęcie.

Zdjęcie stało się częścią wystawy Ukryty wymiar, jaką Kopalnia Soli „Wieliczka” prezentuje obecnie w Brukseli na Place de l’ Albertine w dniach od 25 maja do 12 czerwca 2011. Fotografia zamyka część zatytułowaną Wielkie Odkrywanie, która jest poświęcona indywidualnym doznaniom każdego z miliona turystów, jacy rocznie odwiedzają kopalnię.

Nie mogę uciec


Nie mogę uciec od obrazów podobnych tym. Mogę się z nich śmiać, mogę czuć rozpacz, wściekłość, w końcu wreszcie apatię, mogę się pukać w czoło, co nie zmienia faktu, że one są moje, i ja taki jestem. To dowód na niemożność wyrwania się ze swojej epoki, sposobu myślenia związanego z miejscem, w którym się wyrosło. Dowód na niemożność wyrwania się z niemożności.

Tragedia Makbeta

Takie historie zaczynają się zwykle od… telefonu. Oczywiście, telefon ten nie jest przypadkowy, jego zaistnienie jest usprawiedliwione, przynajmniej w swoim najbardziej podstawowym stopniu. W tym wypadku – że widziałem próby, że fotografowałem je, i w związku z tym zadano mi pytanie, czy bym nie pomyślał o projekcie… Nie ciągnąć dalej o zbędnych szczegółach, załączam poniżej:

zdjęcie z próby

zdjęcie z próby

Tragedia Makbeta - projekt billboardu

Projekt łączy w sobie kilka cech, które powinny zostać uwzględnione, i na szczęście – udało się je tu zawrzeć.

  1. Prostota. Są tu tylko dwa elementy osadzone w pustej przestrzeni plus minimalny tekst.
  2. Zaskoczenie – zestawienie słowa Makbet z postacią trzymającą mikrofon, papieros w ręce, ubraną w dziwne futro i patrzącą w stronę okablowanego urządzenia – kamery. Nie tak wyobrażamy sobie szekspirowskiego bohatera.
  3. Zaskakujące zestawienie wynika z samego spektaklu, dotyka samej istoty spektaklu – sposobu ujęcia tematu przez reżysera. To bardzo ważne.
  4. Dynamizm wynikający z konfrontacji – człowiek patrzy w kamerę, kamera patrzy na człowieka, ustawieni naprzeciwko siebie jakby gotowi do starcia.
  5. To zestawienie łatwo i naturalnie się czyta przechodząc obok billboardu, przejeżdżając tramwajem lub autobusem, co jest bardzo istotne dla reklamy ulicznej.

O wykorzystaniu zdjęcia. Zostało ono zrobione podczas próby i wygląda tak, jak wygląda. Dla potrzeb projektu zostało rozcięte w połowie, by można było rozsunąć dwa elementy. Wykonano niezbędne drobne retusze, usunięcie kieliszka, jako elementu nadliczbowego, poprawki kamery, twarzy, zredukowanie szumów (zdjęcie zrobione zostało przy dużej czułości aparatu), wyretuszowanie futrzanej grzywki, która wyglądałaby w tej kompozycji groteskowo. Użyta czcionka ma nowoczesny charakter.

Ważna część projektu to zmiana proporcji człowieka i stojącej naprzeciwko niego kamery. Chodzi o nadanie kamerze cech monstrualnych, zasugerowanie jej przewagi wobec człowieka.

William Shakespeare, Tragedia Makbeta, reż. Redbad Klijnstra, Teatr Słowackiego w Krakowie. Na zdjęciu: Radosław Krzyżowski.

Billboard na ulicach Krakowa.

Konopnickiej-Kalwaryjska

„O rozkoszy”

W tym tygodniu to zdjęcie pojawiło się na krakowskich ulicach jako plakat przedstawienia „O rozkoszy” w reżyserii Macieja Wojtyszki, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Patrząc na nie uśmiecham się i zastanawiam, jakimi drogami chodzi proces powstawania tym podobnych zdjęć. Od razu zastrzegam – nie uważam go za niesamowite, genialne, świetne itd. Niemniej jednak oddaje ono pewną główną myśl i sens spektaklu. Tomasz Międzik, jako myśliciel Diderot, z uniesioną ręką, bo właśnie wygłasza jedno ze swoich przemyśleń. Joanna Mastalerz, jako Katarzyna II, zaskakuje go, ona dobrze wie, czego chce, „idzie po swoje”, a on błyskawicznie daje się uwieść.

Gdyby tym podobne zdjęcia można było ściśle zaplanować… Ale aby zaplanować, należało by uczestniczyć w próbach. Na to nie ma szansy. Pozostają więc zwykle dwie próby generalne, na których dziś rzadko kto zważa na fotografa. Reżyser Maciej Wojtyszko okazał dużą pomoc ustawiając  kilka scen. A jednak to zdjęcie powstało podczas przebiegu, nie było pozowane. Zresztą, pozowane zdjęcia dość łatwo rozpoznać.

Pozostaje więc maksymalne skupienie, obserwacja i wyczucie tego, co za chwilę będzie się dziać. Tego nie da się przewidzieć, to się czuje. Dobre fotografie wynikają z atmosfery na scenie oraz tego, czy fotografowi uda się do niej dostroić. Czuje się wewnętrznie, że to, co zaraz będzie, to jest to, co trzeba koniecznie sfotografować. Trzeba iść „za wewnętrznym głosem”, bo w takich chwilach próby zrozumienia „po co i dlaczego” kończą się zmarnowaniem okazji. Można też powiedzieć, że ma to w sobie coś z loterii, w której jedni mają więcej szczęścia niż inni.

Ponieważ chodzi nie tylko o dobre technicznie zdjęcia, pokazanie twarzy aktorów, kostiumów, dekoracji. Ale przede wszystkim – relacji między postaciami, gdyż one tworzą przedstawienie. Czasem zdarza się, że te relacje jeszcze niezbyt dobrze funkcjonują, albo akurat na tej próbie – ich nie ma. Są natomiast takie chwile, kiedy trzeba się bardzo postarać, aby nie zrobić fajnych zdjęć. Aż się same proszą, bo cały zespół współgra i współczuje świetnie.

Na koniec, a propos relacji na scenie, cytat jednego z reżyserów: Jeśli coś na scenie się nie rusza, to mnie nie interesuje, bo to scenografia. Ja zajmuję się postaciami. ;-)

Człowiek w reklamie

Twarz ludzka przedstawia sobą jeden z najbardziej ekspresyjnych widoków. Jeśli w kadrze znajdzie się twarz ludzka, to przeważnie nadaje wyraz całemu zdjęciu.

Weźmy przykład dość „drastyczny” – reklamę gabinetu stomatologicznego. Jak pokazać zachęcająco gabinet stomatologiczny? Wybrałem parę stron, rzućcie okiem na zdjęcia na nich umieszczone.

Przykład 1 – chodzi o małe zdjęcia rozmieszczone w poziomie

Przykład 2 – zdjęcia podczas zabiegu

Przykład 3 – zdjęcia stomatologów pracujących w poradni

Przykład 4 – pięć zdjęć umieszczonych w pionie

Ad1 – dobrze zrobione zdjęcia pod względem oświetlenia, jakości fotografii. Dość czyste plany, choć na niektórych można by lepiej poukładać drobniejsze elementy. Patrząc jednak na te zdjęcia trudno oprzeć się wrażeniu, że przedstawiają narzędzia tortur, przygotowane do egzekucji. Brak ludzi tylko pogłębia to wrażenie.

Ad2 -  zdjęcia zrealizowane podczas zabiegu, na pierwszy rzut oka, wydawać się mogą jako najlepsza reklama… Personel skupiony, sprzęt nowoczesny… A jednak – przedstawiają one moment, którego nikt z nas nie chciałby uwieczniać. Czyli siebie na fotelu dentystycznym, w sytuacji dość nieestetycznej. Zdjęcia przypominają relację z „momentu egzekucji”.

Ad3 – umieszczenie zdjęć lekarzy mogło być ogromnym plusem pod warunkiem odpowiedniej ich realizacji. Tej akurat bardzo tu zabrakło… Gdybym miał już iść w Lublinie do tej poradni, to prosiłbym o wizytę u trzeciej pani od dołu :-)

Ad4 – popatrzcie na drugie zdjęcie. Jest trochę dziwne jak na sytuację reklamy, ale ma coś w sobie – pozytywny nastrój wnętrza, ciepłe kolory, jakiś obraz na ścianie. W kompozycji znalazł się człowiek, naturalnie zajęty pracą.

Popatrzcie też na ostatnie, piąte zdjęcie. Sytuacja, w której widz, czyli ja, wchodzę do gabinetu i napotykam wzrok szczerze uśmiechniętego lekarza, który choć zajęty pracą, to zwrócił uwagę na pacjenta. Pusty fotel, bez „nieszczęśnika”, ale mam ochotę na nim usiąść, bo jestem przekonany, że tu wszystko pójdzie jak najlepiej. Sytuacja w 100% naturalna. Wobec tego zdjęcia nawet fotografia z lewej szpalty przegrywa, ponieważ czuć w nim sztuczność i banał sesji zdjęciowej.

Reklama i bezsilność

Ciekawy fragment o zazdrości w kontekście obrazu, reklamy i… człowieka oczywiście (nie mówiąc o fotografii :-) )

Bycie kimś godnym zazdrości jest formą samopotwierdzenia się jednostki. Ściśle zależy od tego, by nie dzielić swojego doświadczenia z tymi, którzy mają ci zazdrościć. Jesteś celem ich zaciekawionych spojrzeń, sam jednak nie zwracasz na nikogo uwagi – gdybyś to robił, natychmiast stałbyś się mniej godny zazdrości. Pod tym względem osoby, którym się zazdrości, przypominają urzędników: im bardziej są bezosobowe, tym większy wydaje się – a iluzji tej ulegają zarówno one same, jak i inni – zakres ich władzy. Ich siła tkwi w ich domniemanym szczęściu, podobnie jak siła biurokraty w jego domniemanym autorytecie. Tu leży przyczyna owego nieskoncentrowanego na niczym, nieobecnego spojrzenia postaci uosabiających blichtr, występujących w obrazach reklamowych. Patrzą one ponad zazdrosnymi spojrzeniami widzów, znajdując w nich samopotwierdzenie.
John Berger, „Sposoby widzenia”, Fundacja Aletheia, Warszawa 2008

Berger pisze dalej, że reklama wzbudza dysonans pomiędzy stanem obecnym człowieka a tym, który chciałby osiągnąć poprzez skorzystanie z reklamowanego produktu. To jest wręcz zazdrość do samego siebie – takiego, jakim byśmy byli, gdybyśmy kupili to, co oferuje reklama. Ogrom ludzi wiedzie życie podporządkowane uczuciu zazdrości, a nie mogąc jej zaspokoić – również uczuciu bezsilności. Zniwelować ten dysonans można „działaniem lub codziennym doświadczeniem”, ale jeśli to się nie udaje, to jednostka ucieka w… marzenia, „olśniewające syn na jawie”.

Dlatego właśnie reklama ciągle działa – również wobec tych, którzy nie mają szans na skorzystanie z prezentowanej oferty.

Styl fotografa i kompromisy

Witam Pana Piotra!

Dzięki ze ten kursik. Imponuje mi Pan swoim profesjonalizmem. W pkt. 1 porusza Pan linie wizji teatru, zleceniodawcy, a gdzie w tym wszystkim styl artysty fotografa? Na jakie kompromisy jest Pan w stanie pójść, a gdzie jest granica, której Pan nie przekroczy (wyłączamy tutaj z rozważań gażę)?

Serdecznosci
Elik

Dziękuję za wpis i miłe słowa!

Spróbuję odpowiedzieć na pytania. Gdzie jest miejsce na styl artysty fotografa? Wbrew pozorom nie zostaje go tak mało. To kompozycja kadru i oświetlenie – sprawy niebagatelne. Pozostaje również moment naciśnięcia spustu, a on jest wynikiem tego, co widzi, albo chce widzieć fotograf. Fotografowie portreciści są świadomi tego, jak bardzo zmienia się twarz człowieka w zależności nie tylko od kąta patrzenia obiektywu i oświetlenia, ale również – w ułamkach sekund jak różne mogą być napięcia mięśni twarzy, jak najróżniejszy jej nastrój, wyraz. Zaś te ostatnie zależą od atmosfery sesji, którą tworzy ostatecznie właśnie fotograf. To jego sposób nawiązania kontaktu z modelem tworzy portret, bo na samym końcu tego łańcucha marketingowo-reżyserskiego, kostiumowego i oświetleniowego pozostaje w końcu tylko model oraz fotograf, sam na sam, choćby nie wiadomo ile osób uczestniczyło w sesji.

Stąd kluczowa jest wrażliwość fotografa na ludzi w ogóle. W trakcie sesji powstaje pewna intymna linia i wtedy jest szansa na ciekawe, „głębsze” zdjęcie. Uważam, że aparat tylko rejestruje tę linię porozumienia.

W każdej sesji, przy wydawało by się najbardziej banalnym zdjęciu, walczę o to, aby pozostał mój „odcisk”. Czasem oczekiwania zleceniodawcy są jak najbardziej banalne, nic dziwnego, bo reklama często ma dotrzeć do szerokich mas. Ale wierzę, że nawet w pozornie banalnym zdjęciu można zawrzeć „coś”, co przyciągnie uwagę bardziej zaawansowanego miłośnika fotografii.

Czy jest granica, której nie przekroczę? Tak, choć trudno ją wyznaczyć słowami. Po prostu nie naciskam spustu, kiedy nie akceptuję tego, co widzę. Drugi etap weryfikacji następuje przy selekcji zdjęć. Nigdy nie oddaję wszystkich zdjęć, które zrobiłem, bez choćby wstępnej selekcji. Warto pamiętać o zasadzie – lepiej mniej niż więcej.

Bardzo źle znoszę sztuczność, która jest pozowana na naturalność. Nie akceptuję „zmyłek”, wpuszczania widza w maliny, zresztą to zawsze obraca się przeciwko temu, kto takie metody stosuje.

Praktyka – zdjęcie reklamowe spektaklu

Dziś trochę praktyki. Opiszę powstanie zdjęcia reklamowego spektaklu teatralnego. Oto plakat (citylight) powstały na bazie zdjęcia.

Woyzeck - plakat

Woyzeck - plakat

Urszula Grabowska, Grzegorz Mielczarek, fot. Piotr Kubic

Zdjęcie tego rodzaju powinno spełniać kilka kryteriów.

1. Ma być reklamą przedstawienia, czyli poinformować i zachęcić potencjalnych widzów do oglądnięcia spektaklu.

2. Powinno zawierać przynajmniej jedną myśl, prawdę o spektaklu. Nie powinno wprowadzać w błąd – przedstawiać czegoś odwrotnego do tego, o czym jest sztuka.

3. Jeśli na zdjęciu występują postacie aktorów, to sposób ich przedstawienia jest szczególnie ważny dla nich samych i musi zostać uwzględniony w trakcie powstawania zdjęcia.

Ad. 1. Reklama pojedynczego przedstawienia zwykle nie jest oderwana od pewnej linii reklamowej, jaką realizuje teatr. Styl plakatów (zdjęć, grafik itp.) powinien być rozpoznawalny na przestrzeni czasu. O tym stylu decyduje dyrekcja teatru i dział marketingu.

Ad 2. Zamierzony kształt spektaklu nosi w sobie reżyser. To on jest osobą najbardziej świadomą przesłania sztuki. Trzeba pamiętać, że zdjęcia promocyjne powstają wtedy, kiedy jeszcze spektakl nie uzyskał ostatecznego kształtu, jest w trakcie tworzenia. Tak więc nieocenioną pomocą w zawarciu myśli o spektaklu jest reżyser.

Ad 3. Aktorzy to najważniejsze postacie w spektaklu. Sztuka żyje dzięki nim, ich emocjom. Zdjęcie reklamowe spektaklu jest również zdjęciem reklamowym ich samych. Należy o tym pamiętać.

Pogodzenie tych trzech elementów zwykle nie jest łatwe. Dobrze, jeśli to zadanie weźmie na siebie pewna osoba, nazwijmy ją menedżerem sesji. Pochodzi ona z działu marketingu i mając na względzie najważniejszy cel reklamowy zdjęcia, tworzy kilka projektów. Powstają szkice kadru, które są omawiane z dyrekcją, reżyserem i aktorami. Ostatecznie pozostaje jeden lub dwa, wspólnie zaakceptowane pomysły.

Ustalamy termin sesji. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, gdyż zdjęcia te powstają w okresie wytężonej pracy zespołu artystycznego nad spektaklem. Dlatego bardzo liczy się dobre przygotowanie do zdjęć, by przebiegły sprawnie i jak najkrócej.

Sesja w przypadku tego zdjęcia trwała czterdzieści minut od momentu wejścia aktorów na plan. Obecny był reżyser, scenograf, menedżer sesji, wizażystka, i oczywiście fotograf. Wykorzystano kostiumy spektaklu. Zrealizowaliśmy trzy ustawienia, z których ostatecznie zostało wybrane właśnie to. Oświetlenie to pojedyncza lampa studyjna z nasadką skupiającą, wskutek czego powstały mocne kontrasty, które odpowiadają ekspresji przedstawienia. Sama poza aktorów na pierwszy rzut oka może wskazywać, że to spektakl o miłości, lecz po chwili daje się zauważyć beznamiętność twarzy, oraz dłonie mężczyzny, zatrzymane pomiędzy, lecz jednak bliżej jego własnej twarzy. Właśnie te ostatnie detale zawierają myśl tego spektaklu.

Moje szczególne podziękowania dla Magdy, która świetnie zorganizowała tę sesję.

Georg Büchner – Woyzeck

Reżyseria: Andrzej Domalik
Scenografia i kostiumy: Jagna Janicka
Menedżer sesji: Magdalena Furdyna
Teatr Bagatela, Kraków, 2009
Projekt plakatu: Piotr Panasiewicz

Najważniejsze

Sara na huśtawce
Sara na huśtawce

To, co najważniejsze, to przyjemność z fotografii. Zasady zasadami, szkoła szkołą, autorytety – autorytetami. Zgoda – robię zdjęcia reklamowe, dokumentalne, na zamówienie – poddaję się potrzebom zleceniodawcy. Ale na szczęście mam jeszcze czas i chęć, by sfotografować to, co ja chcę i jak chcę. I nie czuję konieczności, by komukolwiek poddawać te fotografie pod ocenę.

Piszę o tym, ponieważ sporo czasu zajęło mi wyzwolenie się z towarzysko-fotograficznych konwenansów. I tego życzę wszystkim fotografującym :-)