Wspomnienie kobiety

Wspomnienie kobiety spotkanej dzisiaj w Krakowie na ulicy Biskupiej. Jest tam skwer, a na jednym z drzew – ogłoszenie.

Nie dokarmiać gołębi! Znów pojawiły się szczury!

- Proszę pana, ludzie sypią karmę gołębiom na ziemi, a powinni tam dalej, gdzie jest karmnik.

Rzeczywiście, trzy metry dalej, na metalowej, długiej rurze wbitej w ziemię, stoli stylowy karmnik dla ptaków.

Karmnik umieszczony jest na długiej, wbitej w ziemię metalowej rurze, po której nie są w stanie się wspiąć szczury, no chyba że jakiś bardzo sprytny szczur.

- Ale karmnik jest za ogrodzeniem i nikt starszy nie jest w stanie dam dojść. Dlatego karmę sypią na ziemię tutaj, a wyjadają ją szczury. A koty, proszę pana, to jakieś nie koty, takie bez życia, bez energii, szczur przechodzi obok takiego kota, a on nic.

Starsza kobieta zaczęła do mnie mówić, gdy przyglądałem się ogłoszeniu. Widząc, że zamierzam iść dalej, zapytała:

- A pan w którą stronę?

- Tam – pokazałem przed siebie.

- To może mógłby mi pan towarzyszyć, bo wie pan, ja nie za dobrze się czuję, mam słabe serce, rozrusznik, bajpasy… Ciemnieje mi w oczach.

- Dobrze.

Szliśmy, w zasadzie dreptaliśmy. Krok za krokiem dowiadywałem się nowych informacji o pobliskich kamienicach, o procesie, w którym miasto przegrało, chcąc wybudować tu parking podziemny, i jeszcze o wielu innych sprawach, z których w zasadzie żadnej nie pamiętam. Doszliśmy do poczty, gdzie miała zapłacić rachunki. Kobieta opowiadała mi jeszcze o swoim synu, dla którego zdobyła informacje o jakichś herbach, po to, aby on, jako kierowca taksówki, miał o czym opowiadać swoim klientom. Czekałem spokojnie na koniec wypowiedzi, który ona sprytnie omijała, stosując zdania wielokrotnie, a w zasadzie bez końca złożone, słusznie się spodziewając, że wraz z opadnięciem intonacji i cezurą choćby na złapanie oddechu, nasz krótki spacer i rozmowa, a w zasadzie jej monolog, któremu przytakiwałem, zakończy się tak nagle, jak się rozpoczął. Podziwiałem tę zręczność, majstersztyk opowiadania, w którym co rusz zdawało się, że wątek już musi umrzeć, tymczasem zmartwychwstawał na nowo w niezliczonych wcieleniach…

- Przepraszam pana, ja mieszkam sama, przepraszam, że tak pana zanudzam…

Życzyłem jej dobrego dnia i… zdrowia, patrząc na bladą twarz kobiety o wysokim wzroście i szczupłej postawie, siwych włosach; pionowych, głębokich zmarszczkach na policzkach…

- Mogę spytać, jak pani ma na imię?

- Elżbieta.

Reflections from Romania – Refleksje z Rumunii

Apartament

After arrival in a new place I’m capturing my first impression. I know it quickly disappears, soon I ceaze to perceive the details I see when I go first time on streets. Romania, Cluj-Napoca. Po przyjeździe w nowe miejsce chwytam pierwsze wrażenie. Wiem, że ono dość szybko mija i przestaje się zauważać to, co za pierwszym wyjściem na ulicę. Rumunia, Cluj-Napoca.

Wrażenia z turnieju tańca

Wraz z moją córką w wieku przedszkolnym trafiłem w sobotę na turniej tańca. Spodziewałem się okazjonalnego, niewielkiego wydarzenia, lecz ku mojemu zaskoczeniu – była to ogólnopolska impreza.

  • XXIV Ogólnopolski Turniej Tańca Towarzyskiego „O Smoka Wawelskiego”,
  • XXIII Turniej Tańca Towarzyskiego „O Krakowską Czapeczkę”,
  • Grand Prix Polski Seniorów

odbyły się w Zespole Szkół Ogólnokształcących Integracyjnych nr 3 w Krakowie.

Oto zestaw zdjęć odzwierciedlający moje pierwsze wrażenie. Materiał można zobaczyć również na portalu wiadomosc24.pl.

Chwile zachwytu

Pod jednym z moich ostatnich tekstów na mmKrakow.pl pojawiły się refleksje, jak to jest przeprowadzać wywiad z samym sobą. A tak to jest :-) Można! Ciekawe, że dialog wewnętrzny nie jest nam obcy, przeważnie każdy z nas go prowadzi…

- Wiem, że byłeś ostatnio w pewnym miejscu, do którego ciągle wracasz myślami.
- Zgadłeś. Jakbyś czytał w moich myślach.
- Powiesz mi?
- Wiesz, to jest moje wspomnienie, dopóki mam je dla siebie.
- Powiedz…
- Jesteś namolny, znam cię. Więc nie będę się wykręcał. No dobrze, powiem: wspominam Białkę Tatrzańską.
- No! Gratuluję odwagi! I dziękuję ci, że się nie upierałeś. Białka Tatrzańska – a dlaczego…?
- Byłem tam pierwszy raz, niedawno, na nartach.
- I co?
- I to, że jestem oczarowany.
- Ciebie oczarować – to jest coś! Jak do tego doszło?
- Wiesz, sam nie wiem, jak do tego doszło, skutek skutkiem, że nagle znalazłem się wśród narciarzy, a podniósłszy głowę do góry zobaczyłem rząd wyciągów, których zliczyć na pierwszy rzut oka nie było można.
- Nie przesadzasz?
- Mówię, co pamiętam. Takie widoki znałem wcześniej tylko z opowiadań, i to ludzi, którzy wracali zza granicy.
- To chyba dość zacofany jesteś.
- Może jestem. No tak, na nartach byłem ostatni raz jakieś dwanaście lat temu. I to co pamiętam, to szkaradna kupa składająca się z nart, kijków oraz dreptających ludzkich tułowi, bezlitośnie i milcząco wyprzedzających innych, którzy znaleźli się obok, w drodze do wąskiego przejścia, jakim była bramka do jednego w całej okolicy wyciągu.
- Współczuję ci tych wspomnień, ale przecież to nic dziwnego. Nie rozumiem, co w tym tak odstręczającego, tak po prostu jest.
- Dobrze, może tak jest, ale nie wszędzie. W Białce tak nie było.
- A kiedy tam byłeś, w weekend?
- Nie, w środę.
- Widzisz, to dlatego.
- Może, może. Ale wiesz, to nie tylko kwestia jednego lub wielu wyciągów. To na przykład pan w kasie, z którym nadzwyczaj miło się rozmawia, który po pierwsze – słucha, co się do niego mówi, po drugie – sam mówi wyraźnie i jest nadzwyczaj cierpliwy dla takich nowych i namolnych gości, jak ja.
- To się w Polsce zmienia, coraz więcej jest miejsc, w których można normalnie porozmawiać. Ale ja też podziwiam pana w kasie, który z tobą cierpliwie rozmawiał.
- Wiesz, całe to narciarskie miasteczko sprawia wrażenie, że jest świetnie zorganizowane. Wszystko zdaje się być dokładnie tam, gdzie potrzeba. Wypożyczalnia sprzętu funkcjonuje błyskawicznie, nie zatrzymuje dokumentu tożsamości, który jest tylko skanowany. Toalety w kilku miejscach, a nie tylko w jednym, w dodatku – obszerne, wygodne, bezpłatne…
- Cha cha, no tak, szczególnie to ostatnie ci się podoba.
- A żebyś wiedział. Przypomnij sobie, jak wygląda WC na przykład w Galerii Krakowskiej! Do damskiej toalety stoją długie kolejki, niewiele lepiej jest w męskiej, a te babcie w fartuchach w białe groszki, które pilnują pojemników na bilon? Na ścianach – tabliczki z prośbą o wsparcie, bo „utrzymanie WC kosztuje”!
- Widziałem.
- W Białce nie płacisz też za parking.
- Sknerusie.
- Wiedziałem, że to powiesz. Ale wyobraź sobie tylko – przyjeżdżasz samochodem, i żadnego pana z kasownikiem czy bilecikami, i nie zastanawiasz się, czy za postój nie zapłacisz drugie tyle co za jazdę wyciągami i czy godzina więcej czy mniej ma znaczenie. Po prostu pełny luz! Sto razy wolałbym parkować w Białce niż np. w strefie C na krakowskich ulicach.
- A to na pewno! [śmiech] Ale miasto to nie miejsce na wypoczynek.
- No właśnie! Czyli wszystko się zgadza. W mieście bulisz, na urlopie oszczędzasz.
- Czy przypadkiem nie przesadzasz? I nie robisz tamtym reklamy?
- Nie obchodzi mnie to, mówię o czymś, co świetnie funkcjonuje. Co zostało przygotowane od początku do końca z myślą o gościach, a nie wygodzie gospodarzy i karmieniu biurokracji. Tutaj trzy godziny postoju to ponad 10 zł. o ile łaskawie uda ci się znaleźć miejsce. A tam za 35 zł szaleję przez dwie godziny na wszystkich wyciągach, mam śnieg z armatek, oświetlony nocą stok, a moje dziecko, które ma mniej niż 120 cm wzrostu, dostaje darmową kartę na wszystkie wyciągi. Za przystępną opłatą pożyczam świetny sprzęt, a gromada instruktorów tylko czeka na moje skinienie. Porównaj sobie to teraz z sytuacją, że wykupiony przez ciebie abonament nagle decyzją urzędnika traci ważność, a ty dostajesz mandat, bo nie śledzisz na bieżąco biuletynu urzędu miasta. Albo automat parkingowy zjada ci monety, zgłaszasz awarię, przyjeżdżają technicy – otaczają cię wianuszkiem i mówią, że masz fałszywe monety, skoro automat je zjada.
- Bujasz.
- Przysięgam, to mi się zdarzyło. Białka Tatrzańska to kontrast do wielu realizacji, które widać choćby tu, za oknem. Nie chodzi głównie o pieniądze, chodzi o poczucie – czy to ty jesteś dla systemu, czy system dla ciebie? Czy ktoś chce cię zatrzymać tu jak najdłużej, czy czujesz, że lepiej jak najszybciej się stąd wynieść?
- Może jesteś uprzedzony…?
- Przypomnij sobie otwierane z pompą kolejne ścieżki rowerowe, w miejscach, gdzie są żywym zagrożeniem dla rowerzystów. Przypomnij sobie stawiane znaki drogowe, które mają uprzykrzyć jazdę kierowcom w centrum, a przyjezdnym z daleka dać szansę spotkania ze Strażą Miejską.
- Uspokój się! Znów się zapalasz. Miałeś mówić o Białce.
- To chyba wszystko już powiedziałem… Przynajmniej to, co najważniejsze… Wiesz, jest jeszcze jedno, co świadczy o pewnej klasie.
- No? Co?
- W toaletach gra muzyka.
- To nic dziwnego, w hipermarketach też gra.
- Ale wiesz, co to jest? Jazz.
- Poważnie?
- Stary, wiem co to jest jazz.
- No wiem, że wiesz. A na stoku?
- Co na stoku?
- Gra coś? Mają tam pewnie megafony?
- Mają, ale nic nie gra. Właśnie, że jest cisza. I to jest najpiękniejsze.

Samotność we dwoje na ulicach Krakowa

Tekst został zamieszczony na portalu mmKrakow.pl

Wypis z codzienności

Przechodząc obok codzienności natrafić można na niepozorne jej sygnały, podsumowujące samoistnie i zaskakująco celnie rzeczywistość. A obliczu dyskusji o pójściu do szkoły sześciolatków i o przygotowaniu tej instytucji do przyjęcia młodszych ludzi, przyszłych obywateli, pojawiają się nieme głosy w dyskusji, emitowane przez starszych, doświadczonych już obecnych obywateli społeczeństwa.

Niemy głos w dyskusji o przyszłości polskiej szkoły

Przedszkole, w którym zostało zrobione to zdjęcie, boryka się, jak chyba każda placówka oświatowa, z brakiem funduszy. Konieczne są oszczędności. Zaoszczędzić można m.in. blokując włączniki oświetlenia – tym, co znajdzie się pod ręką.

„Zwykłe foty”


Summary: These are photos of Polish music composer Stanisław Radwan, taken at the talk and meeting with spectators at Bagatela Theatre. I was fascinated by his gestures and the expression of his face.


Ostatnie dwa miesiące obfitowały w spotkania teatralne, które fotografowałem. Fotografuję reportersko dość długo i bardzo to lubię, a ciągle nie mogę się nadziwić, że np. w tak dość prostej i banalnej sytuacji, jaką jest obfotografowanie właśnie zwykłego spotkania kilku osób, siedzących i rozmawiających za stolikiem, trzeba zrobić tak wiele zdjęć, by otrzymać kilka sensownych, nieźle wyglądających. Mam tu na myśli takie „szczegóły” jak wyraz twarzy rozmówców, mruganie oczami, różne gesty uczestników (mniej lub bardziej przez nich przemyślane), przyjmowane pozy, mimikę twarzy… Jak również zachowania – stawianie przed sobą butelek z wodą mineralną, kubków, zasłanianie się mikrofonem, opuszczanie głowy czy nawet ukrywanie twarzy w dłoniach (!). Czasem uczestnicy zachowują się tak, jakby nie byli świadomi tego, że są filmowani i fotografowani, a ich wizerunek liczy się przede wszystkim dla nich samych.

Poniżej – przykład przeciwny do tego, o czym piszę powyżej.  To postać, która niejako fotografuje się „sama”. Stanisław Radwan, kompozytor – podczas spotkania w Teatrze Bagatela, które odbyło się w ramach Festiwalu Sztuki Aktorskiej, 21 lutego 2012.

Więcej zdjęć ze spotkania znajdziecie tutaj.