Magda Grąziowska, Hamlet

Magda Grąziowska, Wojciech Leonowicz (in background)

 

Magda visited me unexpectedly and we looked at some photos. She liked this one very much and she agreed to post it here.Magda Grąziowska as Ophelia in Hamlet by W. Shakespeare directed by Maciej Sobociński, Bagatela Theatre, November 2010. Magda niespodziewanie pojawiła się w mojej pracowni. Oglądaliśmy trochę zdjęć i to podobało jej się na tyle, że zgodziła się umieścić je na moim blogu.Magda Grąziowska jako Ofelia w Hamlecie W. Szekspira w reż. Macieja Sobocińskiego. Teatr Bagatela, listopad 2010.
Magda Grąziowska

Magda Grąziowska

Rehearsal – Z próby

Maciej Zakliczyński, Agnieszka Korytkowska-Mazur, Marcin Kobierski

From the rehearsal for The Rubber Marchants (Socharej gumi), by Hanoch Levin. Directed by Agnieszka Korytkowska-Mazur, choreography Maciej Zakliczyński. Bagatela Theatre, February 2012.
Z próby Sprzedawców gumek Hanocha Levina w reżyserii Agnieszki Korytkowskiej-Mazur, choreografia Maciej Zakliczyński. Teatr Bagatela, styczeń 2012.

Exhibition – Wystawa

Urszula Grabowska as Desdemona - Urszula Grabowska jako Desdemona

That’s what I’m working on now – the set of photos for the exhibition concerning Polish actress Urszula Grabowska. This photo comes from the session for Othello W. Shakespeare, directed by Maciej Sobociński at Bagatela Theatre.
Nad czym właśnie pracuję – to zestaw zdjęć do wystawy poświęconej polskiej aktorce Urszuli Grabowskiej. To zdjęcie pochodzi z sesji do przedstawienia Othello W. Szekspira, reżyserowanego przez Macieja Sobocińskiego w Teatrze Bagatela.

Portret

Podczas goszczenia Barbary Szałapak w moim małym studiu powstało sporo różnych charakterem fotografii. Zastanawiałem się, którą z nich wybrać. Może właśnie tę – połączenie ufnego ciepła ze swobodą i delikatną nonszalancją, zestawienie aktorki z „businesswoman”, jako że Barbara jest przewodniczącą krakowskiego oddziału Związku Artystów Scen Polskich. Jedyna ingerencja w zdjęcie to zmiana na cz-b oraz delikatna korekcja kontrastu i jasności na całości fotografii.

Barbara Szałapak, aktorka

Szybki film

Czyli historia jednej realizacji superniskonakładowej.
Co ja mówię – beznakładowej.
Och… po prostu – zapowiedzi spektaklu.

Ktoś powiedział:
- Idziemy kręcić. Bierz kamerę.
- Ale gdzie, co, jak?
- Zobaczysz.
- Jaką kamerę? Przecież ja nic nie mam?
- Bierz co masz.

Tak mniej więcej to wyglądało. No, trochę podkolorowałem, wiadomo, ale w końcu mówimy o filmie. A obiecywałem sobie przecież, że nie dotknę kamery bez choćby skrawka scenariusza. Zwłaszcza, kiedy od razu wiadomo, że nie będzie szans na dokrętki. Niestety, euforia zwycięża, co okupione jest później męką i agonią przy montażu.

Załączony kawałek wideo został nakręcony w około półtorej godziny, przy świetle scenicznym teatralnym, które zdecydowanie różni się od światła, które potrzebuje kamera (zwłaszcza taka). Z uwagi na jedną kamerę aktorzy grali co najmniej dwa razy, a jednak staraliśmy się zdążyć, by przed spektaklem zespół otrzymał chwilę wytchnienia.

Ogromne podziękowania dla zespołu aktorskiego – jesteście wspaniali! Szczególne podziękowania dla reżysera, który dokonał wyboru scen oraz zgodził się pełnić rolę dźwiękowca.

Woody Allen
Seks nocy letniej
reżyseria Andrzej Majczak

Występują: Urszula Grabowska, Anna Rokita / Ewelina Starejki, Karolina Chapko, Jakub Bohosiewicz, Dariusz Starczdewski, Sebastian Oberc / Adam Szarek.
Teatr Bagatela, Kraków. Realizacja filmu Piotr Kubic

Link do informacji o spektaklu.

Zdjęcie po zdjęciach

Po skończonej próbie scena pustoszeje, zostają na niej może tylko pracownicy techniki, żeby coś poprawić, zmienić, jeśli trzeba. Fotograf też pakuje swoje zabawki, upycha w plecaku, sprawdza, czy któraś nie zawieruszyła się między rzędami foteli. Ale oto jakiś człowiek bierze jeden z rekwizytów i… zaczyna latać. Wielki ptak zatacza koła, szybuje na giętkiej tyczce pod szczyt okna scenicznego, na tle ogromnego ekranu. Czy to test? Może próba kolejnej wizji spektaklu? Albo powrót do dziecięcego świata i chwila zapomnienia. A może wszystko to naraz. Bo tym człowiekiem jest sam reżyser przedstawienia Czarnoksiężnik z krainy Oz.

Jarosław Kilian, reżyser, po skończonej próbie

Lyman Frank Baum, Czarnoksiężnik z krainy Oz, scenariusz i reżyseria Jarosław Kilian, Teatr Słowackiego w Krakowie.

Kalendarz – nie kalendarz

Przy okazji archiwizowania zakończonych prac, które zwykle jest powodowane tym, że miejsce na dysku przenośnego komputera nie pozwala na załadowanie nowych zdjęć, dzielę się krótkimi refleksjami ;-)

Juliusz Słowacki, "Beatrix Cenci", Teatr Słowackiego w Krakowie

W tym projekcie kwestia kalendarza została potraktowana jako pretekst do stworzenia wydawnictwa promującego instytucje kultury, w szczególności – teatry. Samo kalendarium jest potraktowane dość pobocznie, natomiast głównym elementem jest zdjęcie ze spektaklu wraz z informacjami o teatrze, w którym ten spektakl został zrealizowany. Zdjęcia pochodzą z trzynastu teatrów z południowej Polski.

W samej koncepcji projektu wydało mi się oczywiste, że elementy muszą wyłaniać się z czerni. Jest to zasadnicza cecha typowej, klasycznej sceny teatralnej, która zaczyna istnieć dopiero w momencie pojawienia się choćby jednego źródła światła. W teatrze wszystko wyłania się z czerni, jak z nicości, i w czerni kończy swoje życie. To ciemność jest najprostszym i pierwotnym bodźcem uruchamiającym wyobraźnię, gdyż tam, gdzie jest pustka, tam ludzki umysł dopowiada własną opowieść czerpiąc z prywatnych zasobów.

Przeglądając zdjęcia wytypowane do kalendarza nie sposób nie odczuć tego, że każdy teatr to odrębny świat, różniący się od pozostałych. To inny sposób patrzenia, odczuwania, interpretacji. To jest fantastyczne.

William Shakespeare "Hamlet", Teatr Bagatela, Kraków

Hamlet

Kiedy podejmuję się fotografowania np. kolejnego spektaklu, to na początku zawsze towarzyszy temu radość. Później – skupienie, by wejść w atmosferę i sens przedstawienia. Na końcu zaś – lekkie drżenie – na ile to, co złapałem, odzwierciedla spektakl. Oczywiście zastanawiam się też nad tym, czy np. dział marketingu otrzyma to, czego potrzebuje, czyli, mówiąc już najprościej i najbanalniej – czy złapałem przynajmniej 2-3 „sensowne piony”, nadające się na plakat, citylight itd.

Poniżej – kilka zdjęć z prób Hamleta w krakowskim Teatrze Bagatela, w reżyserii Macieja Sobocińskiego. Światło, które widzicie, jest próbne i nie ma wiele wspólnego z ostatecznym.

Magda Grąziowska jako Ofelia, w tle - zwielokrotnione odbicia w krzywych zwierciadłach

Michał Kościuk, Marek Bogucki oraz Wojciech Leonowicz (jako Hamlet)

Dorota Segda (Gertruda)

Wojciech Leonowicz (Hamlet), Marcel Wiercichowski (Claudius)

Zaskakujący zachwyt

W spektaklu Tajemniczy ogród, który gramy u nas w pracy już ponad dziesięć lat, jest jeden moment, w którym dzieci, siedzące na widowni, wydają z siebie okrzyk – wow! Nie staje się to na żadnej ze scen aktorskich, tylko podczas zamiany jednej sceny na drugą. Scenografia zamku, w mroku, podświetlona jest od tyłu niebieskim światłem, i nagle zaczyna się unosić, a wtedy przez scenę, w kierunku widowni, przebiega fala niebieskiego światła, i uderza w pierwsze rzędy.

Przypomina mi się opowiadanie mojego byłego szefa, który spędził w teatrze całe swoje życie. Dawno temu, do jednego z przedstawień, pracował nad wykonaniem świetlnej fontanny. Trzeba zaznaczyć, że nie było wtedy elektronicznie sterowanych efektów świetlnych, węży, światłowodów itd. Na wygiętych drutach zamocowano dziesiątki małych żaróweczek, do każdej z nich musiał biec przewód, z drugiej strony te przewody spotykały się razem przy obrotowym bębnie, którego obrót generował powstawanie „fal” fontanny. „Kiedy podnosiła się kurtyna, na samym początku przedstawienia, ludzie na widok fontanny już klaskali” – wspominał szef.

Tak, w teatrze chodzi o zachwyt. Wracając do Tajemniczego ogrodu i fali światła – zdałem sobie sprawę z tego przedwczoraj – ten efekt jest zupełnie zaskakujący nie tylko dla widzów, ale i dla nas. Powstał przypadkowo, sam z siebie, tak wyszło i zdaje się nikt go nie planował. Całe przedstawienie pełne jest pięknej muzyki, śpiewu, tańca, angażujemy w nim sporo sprzętu, lecz ten okrzyk „łał!” wydobywa się wtedy, kiedy nikt z twórców by się tego nie spodziewał i w najbardziej prostym momencie, w dodatku – na zmianie między scenami, czyli sytuacji zupełnie marginalnej teatralnie.

Łącząc tę historię z fotografią (i twórczością w ogóle) – samo życie, praktyka, podsuwa nam niesamowite momenty, które przeminą niezauważone, jeśli nie będziemy patrzeć – ciągle i z oczekiwaniem, że zaraz oto może się coś niezwykłego zdarzyć.

Przeglądając zdjęcia

Przeglądając zdjęcia, bo co jakiś czas niestety trzeba przeglądać, zresztą, tak by wypadało, skoro już robi się zdjęcia, wybiera, a nawet archiwizuje… Tak więc przeglądając zdjęcia, to w zależności od celu przeglądania, nastroju, pogody, układu gwiazd i setek innych czynników, o których nie mamy pojęcia, działają one na mnie, albo nie działają. Jedne tak, inne inaczej, jeszcze inne – w ogóle. To okazja spojrzeć z dystansu, jakby to nie mój palec naciskał wtedy spust, jakbym to nie ja tam był.

Nie wiadomo więc dlaczego i jak to się stało i jak się dzieje, że akurat to a nie inne zdjęcie, akurat teraz, robi jakieś wrażenie. Oto zdjęcie ze spektaklu Othello.

Poruszyło mnie to niezdecydowanie, zatrzymanie w ruchu mężczyzn wobec szaleńczego zapamiętania się w tańcu kobiety, której oni wszyscy trzej pożądają. Dystans jaki ich dzieli oraz to, że pozostają z boku, w cieniu, podczas gdy ona w centrum, w świetle, wzmacnia uczucie nieosiągalności. Wśród nich Otello, w czarnym kostiumie, choć jest jej mężem, również znajduje się daleko; zresztą jest to moment w spektaklu, od którego ci główni bohaterowie zaczną się od siebie emocjonalnie oddalać.

Tyle przelotnych refleksji, powstałych podczas przeglądania archiwum zdjęć.

Othello, reżyseria Maciej Sobociński, Teatr Bagatela. Na zdjęciu Urszula Grabowska, Marcin Sianko, Marcel Wiercichowski, Michał Kościuk.