Przeglądając zdjęcia

Przeglądając zdjęcia, bo co jakiś czas niestety trzeba przeglądać, zresztą, tak by wypadało, skoro już robi się zdjęcia, wybiera, a nawet archiwizuje… Tak więc przeglądając zdjęcia, to w zależności od celu przeglądania, nastroju, pogody, układu gwiazd i setek innych czynników, o których nie mamy pojęcia, działają one na mnie, albo nie działają. Jedne tak, inne inaczej, jeszcze inne – w ogóle. To okazja spojrzeć z dystansu, jakby to nie mój palec naciskał wtedy spust, jakbym to nie ja tam był.

Nie wiadomo więc dlaczego i jak to się stało i jak się dzieje, że akurat to a nie inne zdjęcie, akurat teraz, robi jakieś wrażenie. Oto zdjęcie ze spektaklu Othello.

Poruszyło mnie to niezdecydowanie, zatrzymanie w ruchu mężczyzn wobec szaleńczego zapamiętania się w tańcu kobiety, której oni wszyscy trzej pożądają. Dystans jaki ich dzieli oraz to, że pozostają z boku, w cieniu, podczas gdy ona w centrum, w świetle, wzmacnia uczucie nieosiągalności. Wśród nich Otello, w czarnym kostiumie, choć jest jej mężem, również znajduje się daleko; zresztą jest to moment w spektaklu, od którego ci główni bohaterowie zaczną się od siebie emocjonalnie oddalać.

Tyle przelotnych refleksji, powstałych podczas przeglądania archiwum zdjęć.

Othello, reżyseria Maciej Sobociński, Teatr Bagatela. Na zdjęciu Urszula Grabowska, Marcin Sianko, Marcel Wiercichowski, Michał Kościuk.

Nastrój dworca

Wracając autobusem po pracy do domu (kilkadziesiąt kilometrów), a jeszcze idąc na dworzec – jakaś siła pchała mnie do aparatu. Fantastyczne, kiedy można fotografować kompletnie co się chce i jak się chce – bez żadnego narzuconego szablonu, wymagań, oczekiwań. Radosna twórczość! „Cóż w tym szczególnego” – ktoś powie. I właśnie o to chodzi – że nic. Wreszcie chodzi o to, żeby zrobić coś „nic szczególnego”. Nawet nie próbując wyzwalać się z własnych schematów, nie odkrywać niczego, nie próbować „wyłączać myślenia”, ani go „włączać”.

To, co mnie pociąga, to szczególny nastrój związany z podróżowaniem busem, szczególnie zimą. Swiat zupełnie inny niż ten w MPK, nie porównując już zupełnie np. do samochodu. Nastrój krakowskiego „Regionalnego Dworca Autobusowego”, jego dolnej, ponurej platformy, gdzie czuć się można jak pod betonową zaporą wodną, tworzą nie tylko obrazy, ale i odgłos parkujących pojazdów odbijający się echem od ścian. Ludzie, tkwiący w autobusie, w półmroku. Samotni – jakby zmartwiali. W towarzystwie – rozgadani.

Nie wiem, czy do czegoś użyję tych zdjęć. Może kiedyś do zestawu Samotność w tłumie.

Kraków, do dworca

plan

plan

RDA, betonowa pustynia

wylotowa z miasta

Śnieg!!

śnieg!!

telefon komórkowy

do wyjścia