Kalendarz – nie kalendarz

Przy okazji archiwizowania zakończonych prac, które zwykle jest powodowane tym, że miejsce na dysku przenośnego komputera nie pozwala na załadowanie nowych zdjęć, dzielę się krótkimi refleksjami ;-)

Juliusz Słowacki, "Beatrix Cenci", Teatr Słowackiego w Krakowie

W tym projekcie kwestia kalendarza została potraktowana jako pretekst do stworzenia wydawnictwa promującego instytucje kultury, w szczególności – teatry. Samo kalendarium jest potraktowane dość pobocznie, natomiast głównym elementem jest zdjęcie ze spektaklu wraz z informacjami o teatrze, w którym ten spektakl został zrealizowany. Zdjęcia pochodzą z trzynastu teatrów z południowej Polski.

W samej koncepcji projektu wydało mi się oczywiste, że elementy muszą wyłaniać się z czerni. Jest to zasadnicza cecha typowej, klasycznej sceny teatralnej, która zaczyna istnieć dopiero w momencie pojawienia się choćby jednego źródła światła. W teatrze wszystko wyłania się z czerni, jak z nicości, i w czerni kończy swoje życie. To ciemność jest najprostszym i pierwotnym bodźcem uruchamiającym wyobraźnię, gdyż tam, gdzie jest pustka, tam ludzki umysł dopowiada własną opowieść czerpiąc z prywatnych zasobów.

Przeglądając zdjęcia wytypowane do kalendarza nie sposób nie odczuć tego, że każdy teatr to odrębny świat, różniący się od pozostałych. To inny sposób patrzenia, odczuwania, interpretacji. To jest fantastyczne.

William Shakespeare "Hamlet", Teatr Bagatela, Kraków

Hamlet

Kiedy podejmuję się fotografowania np. kolejnego spektaklu, to na początku zawsze towarzyszy temu radość. Później – skupienie, by wejść w atmosferę i sens przedstawienia. Na końcu zaś – lekkie drżenie – na ile to, co złapałem, odzwierciedla spektakl. Oczywiście zastanawiam się też nad tym, czy np. dział marketingu otrzyma to, czego potrzebuje, czyli, mówiąc już najprościej i najbanalniej – czy złapałem przynajmniej 2-3 „sensowne piony”, nadające się na plakat, citylight itd.

Poniżej – kilka zdjęć z prób Hamleta w krakowskim Teatrze Bagatela, w reżyserii Macieja Sobocińskiego. Światło, które widzicie, jest próbne i nie ma wiele wspólnego z ostatecznym.

Magda Grąziowska jako Ofelia, w tle - zwielokrotnione odbicia w krzywych zwierciadłach

Michał Kościuk, Marek Bogucki oraz Wojciech Leonowicz (jako Hamlet)

Dorota Segda (Gertruda)

Wojciech Leonowicz (Hamlet), Marcel Wiercichowski (Claudius)

W służbie przypadku

Kiedyś zdjęcia ze spektaklu wykonywano na specjalnej próbie, zwykle – po trzeciej próbie generalnej. Fotograf wybierał sceny i ustawiał aktorów, zgodnie z notatkami, które robił na próbach wcześniej. Miał do dyspozycji oświetleniowca, który modyfikował światło zgodnie z potrzebami fotografa oraz wymaganiami kliszy.

Teraz czas uległ kompresji, i jeśli możliwe jest zrobienie zdjęć w trakcje akcji, to reżyserzy z dezaprobatą słuchają propozycji poświęcenia części próby na zdjęcia. Lecz ta sytuacja ma swoje pozytywne strony. Jest bowiem coś szczególnego w fotografiach zrobionych w trakcie akcji, i zawsze one różnią się od scen ustawianych, nawet jeśli aktorzy wkładają maksimum wysiłku, by być naturalnymi. Zresztą, te wysiłki czasem powodują odwrotny efekt.

Intymność

Intymność, na zdjęciu Dominika Bednarczyk

Nawet takie zdjęcia, jak to. Wydaje się, że z łatwością można je zaaranżować, ale jestem przekonany, że w tej prostej sytuacji, lecz ustawionej, trudno byłoby osiągnąć taki efekt.  To przekonanie wynika z realiów teatralnych, sposobu prowadzenia prób, możliwości współpracy fotografa. Zdjęcia zrobione z akcji są bezkonkurencyjne szczególnie w tak delikatnej materii jak ekspresja postaci, uwidaczniająca się w twarzy oraz całym ciele.

To zdjęcie ma charakter symboliczny i mówi bardzo dużo o istocie spektaklu, a znaczenie mają tutaj przede wszystkim tak „drobne” detale jak wyrazy twarzy obu osób, sposób ułożenia ich ciał, ekspresja w nich zawarta. Sam chwyt polegający na zestawieniu cienia z rzeczywistą postacią ma charakter tylko ramowy, ogólnej formy, pomysłu, który został jednak wypełniony bardziej szczegółową treścią.

Znów pytanie, które już tutaj wcześniej sobie zadawałem. Ponieważ podobne zdjęcia nie powstają w sposób w pełni kontrolowany. Są one wynikiem szczęśliwego złożenia się wielu czynników, również tego, że fotograf rzucił w tamtą stronę okiem (bo jest to drobny wycinek większej sceny, pochodzący z ostatniego planu), nakierował szybko obiektyw i akurat trafił. Czy mogę zatem to zdjęcie przypisać sobie? Formalnie – tak, ponieważ to ja trzymałem aparat i nacisnąłem spust. Ale tak naprawdę…?

Hanif Kureishi, Intymność,
reżyseria: Iwona Kempa,
Teatr Słowackiego w Krakowie

Zaskakujący zachwyt

W spektaklu Tajemniczy ogród, który gramy u nas w pracy już ponad dziesięć lat, jest jeden moment, w którym dzieci, siedzące na widowni, wydają z siebie okrzyk – wow! Nie staje się to na żadnej ze scen aktorskich, tylko podczas zamiany jednej sceny na drugą. Scenografia zamku, w mroku, podświetlona jest od tyłu niebieskim światłem, i nagle zaczyna się unosić, a wtedy przez scenę, w kierunku widowni, przebiega fala niebieskiego światła, i uderza w pierwsze rzędy.

Przypomina mi się opowiadanie mojego byłego szefa, który spędził w teatrze całe swoje życie. Dawno temu, do jednego z przedstawień, pracował nad wykonaniem świetlnej fontanny. Trzeba zaznaczyć, że nie było wtedy elektronicznie sterowanych efektów świetlnych, węży, światłowodów itd. Na wygiętych drutach zamocowano dziesiątki małych żaróweczek, do każdej z nich musiał biec przewód, z drugiej strony te przewody spotykały się razem przy obrotowym bębnie, którego obrót generował powstawanie „fal” fontanny. „Kiedy podnosiła się kurtyna, na samym początku przedstawienia, ludzie na widok fontanny już klaskali” – wspominał szef.

Tak, w teatrze chodzi o zachwyt. Wracając do Tajemniczego ogrodu i fali światła – zdałem sobie sprawę z tego przedwczoraj – ten efekt jest zupełnie zaskakujący nie tylko dla widzów, ale i dla nas. Powstał przypadkowo, sam z siebie, tak wyszło i zdaje się nikt go nie planował. Całe przedstawienie pełne jest pięknej muzyki, śpiewu, tańca, angażujemy w nim sporo sprzętu, lecz ten okrzyk „łał!” wydobywa się wtedy, kiedy nikt z twórców by się tego nie spodziewał i w najbardziej prostym momencie, w dodatku – na zmianie między scenami, czyli sytuacji zupełnie marginalnej teatralnie.

Łącząc tę historię z fotografią (i twórczością w ogóle) – samo życie, praktyka, podsuwa nam niesamowite momenty, które przeminą niezauważone, jeśli nie będziemy patrzeć – ciągle i z oczekiwaniem, że zaraz oto może się coś niezwykłego zdarzyć.

Przeglądając zdjęcia

Przeglądając zdjęcia, bo co jakiś czas niestety trzeba przeglądać, zresztą, tak by wypadało, skoro już robi się zdjęcia, wybiera, a nawet archiwizuje… Tak więc przeglądając zdjęcia, to w zależności od celu przeglądania, nastroju, pogody, układu gwiazd i setek innych czynników, o których nie mamy pojęcia, działają one na mnie, albo nie działają. Jedne tak, inne inaczej, jeszcze inne – w ogóle. To okazja spojrzeć z dystansu, jakby to nie mój palec naciskał wtedy spust, jakbym to nie ja tam był.

Nie wiadomo więc dlaczego i jak to się stało i jak się dzieje, że akurat to a nie inne zdjęcie, akurat teraz, robi jakieś wrażenie. Oto zdjęcie ze spektaklu Othello.

Poruszyło mnie to niezdecydowanie, zatrzymanie w ruchu mężczyzn wobec szaleńczego zapamiętania się w tańcu kobiety, której oni wszyscy trzej pożądają. Dystans jaki ich dzieli oraz to, że pozostają z boku, w cieniu, podczas gdy ona w centrum, w świetle, wzmacnia uczucie nieosiągalności. Wśród nich Otello, w czarnym kostiumie, choć jest jej mężem, również znajduje się daleko; zresztą jest to moment w spektaklu, od którego ci główni bohaterowie zaczną się od siebie emocjonalnie oddalać.

Tyle przelotnych refleksji, powstałych podczas przeglądania archiwum zdjęć.

Othello, reżyseria Maciej Sobociński, Teatr Bagatela. Na zdjęciu Urszula Grabowska, Marcin Sianko, Marcel Wiercichowski, Michał Kościuk.

Zdjęcia ze spektaklu – Bóg mordu

Zdjęcia do tego spektaklu mogłem wykonać tylko podczas generalnych prób, które odbyły się z publicznością. Tkwiłem więc w jednym miejscu, z dwoma obiektywami – szerokim oraz tele. Oprócz tego niemile były widziane odgłosy migawki, a rozlegały się one tym głośniej, że w trakcie spektaklu nie ma w ogóle fragmentów muzycznych ani efektów dźwiękowych.

Bóg mordu

Bóg mordu, Marcin Kuźmiński, Rafał Dziwisz, Marta Konarska, Marta Waldera

Limitation is stimulation – to piękne zdanie, które warto powtarzać sobie w takich sytuacjach. W dodatku – wierzę w jego prawdziwość! Zupełnie inny to sposób pracy niż podczas zdjęć do Wyobraźcie sobie. Tam Andrzej Seweryn zagrał całe jedno przedstawienie, całą próbę, podczas której fotograf mógł dowolnie poruszać się po scenie i widowni. Wybitny aktor powiedział: jest to dla mnie normalne, że jestem fotografowany choćby na wyciągnięcie ręki.

Jednak zbyt rzadko reżyserzy i aktorzy doceniają konieczność wykonania dobrych fotografii przedstawienia. Zdjęcia są podstawą współczesnej reklamy przedstawienia, są bezkonkurencyjne wobec całych akapitów tekstu. Niestety, na zdjęcia przeważnie brakuje czasu, sił i uwagi.

Bóg mordu

Bóg mordu, Rafał Dziwisz, w tle Marta Waldera

Dwa zaprezentowane zdjęcia są częścią wystawy okołopremierowej. Zdjęcie do plakatu znajdziecie tutaj.

Bóg mordu, Yasmina Reza, reżyseria Marek Gierszał, scenografia Hanna Sibilski, reżyseria światła Peter Mayer. Teatr Słowackiego w Krakowie.

Zdjęcia ze spektaklu

Dziś ułożyłem zestaw zdjęć ze spektaklu. Ten spektakl długo nie dawał mi spokoju, powodował we mnie najróżniejsze odczucia. We mnie – nie jako widza, ale jako kogoś, kto uczestniczy w tworzeniu spektakli.

Kierownik PGR

Dariusz Starczewski jako Kierownik PGRu, spektakl Piotra Waligórskiego „Żeby cię lepiej zjeść”, Teatr Bagatela, Kraków

  • Na zdjęciu powyżej – interpretacja postaci. Kierownik PGRu w tym spektaklu nie stroni od łapówek, jego przeszłość zawiera sporo niechlubnych epizodów. To po prostu drań, szuja i oszust. Czarny pasek na twarzy Kierownika to barierka, element scenografii, znajdująca się na granicy sceny i widowni.

Podczas fotografowania skupiam się tworzeniu kadrów, sam przebieg akcji, spektaklu, nie ma większego znaczenia. Bardzo wpływa na mnie nastrój spektaklu, powstały nie tylko poprzez elementy wizualne – scenografia, światło, kostiumy, aktorzy, ale również takie jak tempo sceniczne, muzyka – czyli to, co trudno wprost zawrzeć na zdjęciach, ale niezmiernie wpływa na finalne zdjęcia.

To, czy spektakl sam w sobie mi się podoba, to kwestia oddzielna od fotografowania. Zdarza się, że na spektaklu, który trudno ocenić jako udany, powstają niesamowite zdjęcia. I odwrotnie – czasem świetny spektakl trudno przełożyć na zdjęcia. Chyba kluczową sprawą jest chęć dołożenia własnej, nieco innej wartości do spektaklu – poprzez fotografie. Czyli – niezależnie od samego spektaklu – stworzyć samodzielne dzieło, posiadające własną wartość.

Więcej zdjęć z przedstawienia

„O rozkoszy”

W tym tygodniu to zdjęcie pojawiło się na krakowskich ulicach jako plakat przedstawienia „O rozkoszy” w reżyserii Macieja Wojtyszki, w Teatrze im. Juliusza Słowackiego.

Patrząc na nie uśmiecham się i zastanawiam, jakimi drogami chodzi proces powstawania tym podobnych zdjęć. Od razu zastrzegam – nie uważam go za niesamowite, genialne, świetne itd. Niemniej jednak oddaje ono pewną główną myśl i sens spektaklu. Tomasz Międzik, jako myśliciel Diderot, z uniesioną ręką, bo właśnie wygłasza jedno ze swoich przemyśleń. Joanna Mastalerz, jako Katarzyna II, zaskakuje go, ona dobrze wie, czego chce, „idzie po swoje”, a on błyskawicznie daje się uwieść.

Gdyby tym podobne zdjęcia można było ściśle zaplanować… Ale aby zaplanować, należało by uczestniczyć w próbach. Na to nie ma szansy. Pozostają więc zwykle dwie próby generalne, na których dziś rzadko kto zważa na fotografa. Reżyser Maciej Wojtyszko okazał dużą pomoc ustawiając  kilka scen. A jednak to zdjęcie powstało podczas przebiegu, nie było pozowane. Zresztą, pozowane zdjęcia dość łatwo rozpoznać.

Pozostaje więc maksymalne skupienie, obserwacja i wyczucie tego, co za chwilę będzie się dziać. Tego nie da się przewidzieć, to się czuje. Dobre fotografie wynikają z atmosfery na scenie oraz tego, czy fotografowi uda się do niej dostroić. Czuje się wewnętrznie, że to, co zaraz będzie, to jest to, co trzeba koniecznie sfotografować. Trzeba iść „za wewnętrznym głosem”, bo w takich chwilach próby zrozumienia „po co i dlaczego” kończą się zmarnowaniem okazji. Można też powiedzieć, że ma to w sobie coś z loterii, w której jedni mają więcej szczęścia niż inni.

Ponieważ chodzi nie tylko o dobre technicznie zdjęcia, pokazanie twarzy aktorów, kostiumów, dekoracji. Ale przede wszystkim – relacji między postaciami, gdyż one tworzą przedstawienie. Czasem zdarza się, że te relacje jeszcze niezbyt dobrze funkcjonują, albo akurat na tej próbie – ich nie ma. Są natomiast takie chwile, kiedy trzeba się bardzo postarać, aby nie zrobić fajnych zdjęć. Aż się same proszą, bo cały zespół współgra i współczuje świetnie.

Na koniec, a propos relacji na scenie, cytat jednego z reżyserów: Jeśli coś na scenie się nie rusza, to mnie nie interesuje, bo to scenografia. Ja zajmuję się postaciami. ;-)

Andrzej Seweryn – sesja do programu teatralnego

Andrzej Seweryn fot. Piotr Kubic

Zdjęcia do programu sztuki „Wyobraźcie sobie…” w reżyserii Jerzego Klesyka, z Andrzejem Sewerynem w roli głównej zostały wykonane w najprostszych, żeby nie powiedzieć – spartańskich warunkach. Wiedziałem, że sam spektakl rozegra się w minimalistycznej, prawie nie istniejącej scenografii. Aktor będzie miał drobne rekwizyty i kilka wariacji kostiumu. W tej sytuacji należy się spodziewać, że światło spektaklu odegra niebagatelną rolę. Ale nie podczas sesji zdjęciowej do programu – ponieważ wtedy światło spektaklu jeszcze nie istniało.

Andrzej Seweryn w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, fot. Piotr Kubic

To aktor, Andrzej Seweryn, swoją rolą miał stworzyć przedstawienie, przede mną pozostało zadanie, aby tylko z jego gry, postaci, twarzy i gestów, posiłkując się drobnymi dodatkami – rekwizytami – stworzyć zestaw kilkunastu spójnych, ale i różniących się między sobą, ciekawych zdjęć.

Andrzej Seweryn, fot. Piotr Kubic

Miałem tylko jedną próbę, przyjęto założenie, że fotografuję z akcji, bez zatrzymań czy powtórzeń. Mogłem jednak dowolnie poruszać się po scenie i zbliżać do aktora, co okazało się kluczowe dla tej sesji.

Andrzej Seweryn, fot. Piotr Kubic

Oświetlenie – to kilka reflektorów świecących na wprost sceny, czyli coś, co pod względem fotograficznym jest mało obiecujące… Jednak udało się otrzymać materiał zawierający na tyle różnych spojrzeń, że mogłem wybrać określony sposób widzenia – uciekając od najbanalniejszych kadrów, i nie popadając w przerysowanie, o co dość łatwo gdy fotografuje się tak ekspresyjną postać i twarz tego znakomitego aktora.

Szerszy zestaw zdjęć można zobaczyć tutaj.

Serdecznie dziękuję za okazane zrozumienie, pomoc i znakomitą współpracę Jerzemu Klesykowi i Andrzejowi Sewerynowi.

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, „Wyobraźcie sobie…”, reż. Jerzy Klesyk.

Praktyka – zdjęcie reklamowe spektaklu

Dziś trochę praktyki. Opiszę powstanie zdjęcia reklamowego spektaklu teatralnego. Oto plakat (citylight) powstały na bazie zdjęcia.

Woyzeck - plakat

Woyzeck - plakat

Urszula Grabowska, Grzegorz Mielczarek, fot. Piotr Kubic

Zdjęcie tego rodzaju powinno spełniać kilka kryteriów.

1. Ma być reklamą przedstawienia, czyli poinformować i zachęcić potencjalnych widzów do oglądnięcia spektaklu.

2. Powinno zawierać przynajmniej jedną myśl, prawdę o spektaklu. Nie powinno wprowadzać w błąd – przedstawiać czegoś odwrotnego do tego, o czym jest sztuka.

3. Jeśli na zdjęciu występują postacie aktorów, to sposób ich przedstawienia jest szczególnie ważny dla nich samych i musi zostać uwzględniony w trakcie powstawania zdjęcia.

Ad. 1. Reklama pojedynczego przedstawienia zwykle nie jest oderwana od pewnej linii reklamowej, jaką realizuje teatr. Styl plakatów (zdjęć, grafik itp.) powinien być rozpoznawalny na przestrzeni czasu. O tym stylu decyduje dyrekcja teatru i dział marketingu.

Ad 2. Zamierzony kształt spektaklu nosi w sobie reżyser. To on jest osobą najbardziej świadomą przesłania sztuki. Trzeba pamiętać, że zdjęcia promocyjne powstają wtedy, kiedy jeszcze spektakl nie uzyskał ostatecznego kształtu, jest w trakcie tworzenia. Tak więc nieocenioną pomocą w zawarciu myśli o spektaklu jest reżyser.

Ad 3. Aktorzy to najważniejsze postacie w spektaklu. Sztuka żyje dzięki nim, ich emocjom. Zdjęcie reklamowe spektaklu jest również zdjęciem reklamowym ich samych. Należy o tym pamiętać.

Pogodzenie tych trzech elementów zwykle nie jest łatwe. Dobrze, jeśli to zadanie weźmie na siebie pewna osoba, nazwijmy ją menedżerem sesji. Pochodzi ona z działu marketingu i mając na względzie najważniejszy cel reklamowy zdjęcia, tworzy kilka projektów. Powstają szkice kadru, które są omawiane z dyrekcją, reżyserem i aktorami. Ostatecznie pozostaje jeden lub dwa, wspólnie zaakceptowane pomysły.

Ustalamy termin sesji. Wbrew pozorom nie jest to łatwe, gdyż zdjęcia te powstają w okresie wytężonej pracy zespołu artystycznego nad spektaklem. Dlatego bardzo liczy się dobre przygotowanie do zdjęć, by przebiegły sprawnie i jak najkrócej.

Sesja w przypadku tego zdjęcia trwała czterdzieści minut od momentu wejścia aktorów na plan. Obecny był reżyser, scenograf, menedżer sesji, wizażystka, i oczywiście fotograf. Wykorzystano kostiumy spektaklu. Zrealizowaliśmy trzy ustawienia, z których ostatecznie zostało wybrane właśnie to. Oświetlenie to pojedyncza lampa studyjna z nasadką skupiającą, wskutek czego powstały mocne kontrasty, które odpowiadają ekspresji przedstawienia. Sama poza aktorów na pierwszy rzut oka może wskazywać, że to spektakl o miłości, lecz po chwili daje się zauważyć beznamiętność twarzy, oraz dłonie mężczyzny, zatrzymane pomiędzy, lecz jednak bliżej jego własnej twarzy. Właśnie te ostatnie detale zawierają myśl tego spektaklu.

Moje szczególne podziękowania dla Magdy, która świetnie zorganizowała tę sesję.

Georg Büchner – Woyzeck

Reżyseria: Andrzej Domalik
Scenografia i kostiumy: Jagna Janicka
Menedżer sesji: Magdalena Furdyna
Teatr Bagatela, Kraków, 2009
Projekt plakatu: Piotr Panasiewicz